Dno

Lyrics
[Refren] Czasem podsumowujesz swoje życie i nie widzisz w tym nic co Mogłoby ci dać nadzieję na kolejne dni i choć Chciałbyś zebrać się do walki, jak niby miałbyś wygrać z tym Załamujesz ręce, znów płyną po policzkach łzy Znowu nie czujesz się nic wart gdy świat bije gradem ciosów I czujesz się kowadłem bardziej niż kowalem losu Czy mógłbym zacząć od początku, chcę tylko zacząć od początku Chcę tylko zacząć od początku, chcę tylko zacząć od początku [Zwrotka 1] Ten dzień pamiętam lepiej niż bym sobie tego życzył Siedziałem w Sekunda Studio pisząc tekst do Ciszy Z Wiesławem nie widziałem się już rok zresztą przed nikim Nie chciałem odsłaniać tej poczwary co wewnątrz mnie dyszy Siedziałem nad tą kartką aż przestałem słuchać bitu Napisałem wtem pytanie czego najbardziej bałem się w życiu? Że nie mam racji, skończę z długiem, poznam komorników Stracę przyjaźń, miłość, kumpli, zranię, zawiodę rodziców A wszystko straci sens, seks, alkohol, bitwy Będą jedyną odskocznią by przez chwilę się poczuć kimś innym Pisałem dusząc płaczem się przez rozdrapane blizny Nigdy nic mnie nie bolało jak odhaczanie tamtej listy [Refren] Czasem podsumowujesz swoje życie i nie widzisz w tym nic co Mogłoby ci dać nadzieję na kolejne dni i choć Chciałbyś zebrać się do walki, jak niby miałbyś wygrać z tym Załamujesz ręce, znów płyną po policzkach łzy Znowu nie czujesz się nic wart gdy świat bije gradem ciosów I czujesz się kowadłem bardziej niż kowalem losu Czy mógłbym zacząć od początku, chcę tylko zacząć od początku Chcę tylko zacząć od początku, chcę tylko zacząć od początku [Zwrotka 2] Spojrzałem w lustro, waga stanęła na sto piętnaście Oczy podkrążone, zniszczone rocznym melanżem Relacje płytkie niczym w niedopitej flaszce Za kwotę długów mógłbym kupić dziś działkę pod miastem Siostrze się sypie małżeństwo, matka drży od chorób W sumie to nie wiem co u nich, odwiedzam je z pięć razy w roku Mam parę banknotów za występ, zaraz je muszę oddać komuś Czasem publikuję rap, wszyscy mają to w chuju otóż To jest moje życie kurwa kiedy to sięgnęło dna Odhaczyłem wszystkie punkty z listy nie mam się już czego bać Nie szukam już winnych, nawet nie pytam dlaczego ja Nie mam się gdzie stoczyć już, czy mógłbym zacząć jeszcze raz? [Przejście] Chcę tylko zacząć od początku Chcę tylko zacząć od początku [Zwrotka 3] Ciszę pisałem przez cztery miesiące Mała to cena za nowy początek Znów miałem brata, wybaczył rozłąkę Inaczej zacząłem traktować pieniądze Rozłożyłem dług w raty Z dumą w kieszeni poszukałem pracy Przyjąłem pomoc od mamy i taty Pierwszy raz odkąd wybyłem z chaty Może kiedyś wybaczą mi krzywdę I słowa co były tak przykre Stałem się marnotrawnym synem Domyśl się ile to znaczy dziś dla mnie gdy mówię że kocham rodzinę – Kocham rodzinę Poszedłem na siłkę, kick-boxing Już nie chciałem żyć jak wilk z wallstreet Przestałem pić, bez choćby kropli Zaraz mija mi tysiąc dni, a życie układa się w zwrotki Wydałem w końcu CDek, poszło kilka setek Prawie co dzień siedzę piszę nową rzecz jak Kękę Jest z dnia na dzień lepiej od dnia kiedy pewien że się nie wygrzebię Myślałem czy płakał by ktoś na pogrzebie Nie wiem do dziś, jestem innym człowiekiem Doceniam co mam wciąż idę przed siebie A jeśli spytasz mnie czy możesz zacząć jeszcze raz Powiem że pewnie będzie ciążyć ci to całe życie, ale tak
Rate this song
0/5.0 - 0 Ratings
Loading comments...
Credits
- Writers
- Theodor