C.Y. (Czuję Yezusa)

Lyrics
[Intro] Benedicat vos omnipotens Deus Pater, et Filius, et Spiritus Sanctus Amen Amen [Zwrotka 1] Ty jesteś moim bratem, a ty jesteś moją siostrą I kocham was tak mocno, że to jest jakiś kosmos Muszę ochłonąć, by nie otrzeć się o Pana autoradością Ale mało mnie obchodzi już opinia ludzi, odkąd Mam świadomość kim jestem i dokąd idę, i po co A ty, mordo, znowu palisz i czytasz ten horoskop Oglądasz co noc porno z tą samą aktorką Nie mając pojęcia o kulisach... Rusz ty głową, ah Głodzą ją i biją, deprawują ludzką godność Jak to mogło cię podniecać? Spytaj siebie, ochłoń Po co wyciągasz Malboro? Dajesz se upust emocjom? Słabe to, nie sądzisz? Ja nie sądzę, sam osądź to Czemu coś, co cię zniewala, ma taką władzę nad tobą? Że steruje twoją wolą, jak Czerwoni kiedyś Polską Walcz o swoją wolność, nie poddawaj się! Niе wolno Dawać się nałogom, nawet jeśli twoje buty mokną Żе nie mogąc dalej w nich iść, utkwiłeś tu jak posąg To nie powód, żeby przerwać marsz! Zdejmij je, idź boso, błoto jest Tą idziesz drogą, jaką niewielu dziś poszło Oni wolą autostradę, bo jest szybko i światowo Jadąc nią, gubią wszystko, to, co zawdzięczamy przodkom I za przelaną krew odpłacają się próżnością I na próżno było ginąć dziadom i pradziadom, skoro Młodzież się odcina od tego, co było, i ślepo kroczy za modą A tam modę! Im już nie zależy na byciu, chcą posiadania i gonią za flotą By coraz to nowsze iPhone'y mieć i zdobyć to wszystko, co jest za gablotą Jeśli jesteś młodą dziewczyną, to bądź nią, i proszę cię, osraj bycie tą sroką Bo srogo zapłacisz za bycie idiotką, a złoto się nie świeci, gdy światło wyłączą A przeważnie to po ciemku ludzie się łączą, tak blisko, że ich ciała się stają jednością Trwa może to kwadrans, ale nie jest miłością, jest niemiłołością w ścianach jamy ustnej Podałaś tam wejście francuskim węgorzom... Europo, zamykasz granice uchodźcom? I myślisz, że mury są dla nich przeszkodą, a to przyszło do ciebie, jak trojański koń Którego otaczasz murami, zagrodą, i przyjdą następni, i nowi dochodzą Rozsadzą te mury, żegnają je z flotą, i pęka ten cały wasz lewacki kondom Bezpieczeństwa! No bo antykoncepcja nie jest koncepcją Dlatego tu też pomysły się nie rodzą, ja stawiam caps lockiem wielkie i stanowcze: nie dla wszystkich homo A ta tęcza? Ona musiała spłonąć Bo tylko dzieliła, nic tu nie mnożąc, a liczbą mnogą jest Adam i Ewa I można by śmiało nazywać ich parą, natomiast Adam plus Adam nie równa się dwa Powiedz to tym Adasiom, i weź mi nie wjeżdżaj, nie mów mi nawet, że trzeba ich objąć Jakąś tolerancją? I że się kochają, i że to normalne, że Zenek wychowa się z tatą i tatą Że dzieci same sobie płeć wybiorą! Jak można się sprzeczać z anatomią? Mam dość i nie mogę patrzeć już na to, co wkładasz do głowy tą indoktrynacją Precz z ideologią gender, chcecie wymazać ludziom tożsamość Tak samo jak chcecie pozbyć się Boga, pozbyć się tego, co was budowało Europę ukształtowało chrześcijaństwo, Unia Europejska odcina tą gałąź Tym leworęcznym drwalom tak bardzo zależy, by prawa nie była już prawą A prawo od lew stanowi prawo, a raczej to lewo i właśnie z tą lewą Ręką się obudzą w zaszczanym nocniku ze świeżą uryną od Islamistów I z drzazgą w palcu serdecznym! Mogą sobie machać do wody w kiblu I w krzywym odbiciu spoglądać na siebie, dopóki ktoś nie zajdzie ich z tyłu I z zimną krwią poderżnie im gardło, a bomba zabije kolejnych cywilów Ilu z nas jeszcze musi zginąć, żeby było mniej słów, a więcej czynów? Polityków nie obchodzi właściwie prawie nic już, byle do koryta i ruchanie podatników Na mamonę! A bezdomni jedzenie na śmietniku wyszukują, a czasami obok resztek leży dzidziuś [Outro] Znieczulica nie pozwala komukolwiek już na litość Dwudziesty pierwszy wiek Szatan zbiera swoje żniwo I to się nie skończy szybko! Ale czas jest już blisko To wszystko się dzieje na naszych oczach, wypełnia się Pismo Obudź się, dziewczyno! Obudź się, chłopaku Obudź się, kobieto! Obudź się, mężczyzno O.B.C.Y., O.B.C.Y Osamotniony Baranek Czuje Yezusa Pan jest pasterzem moim i niczego się nie boję A kto jest twoim? Mamona? Kozioł? Heh W jakiej, za chwilę, się rzeczywistości obudzisz? W jakim świecie? Obudź się... Obudź się Obudź się... Obudź się Obudź się... Obudź się
Rate this song
0/5.0 - 0 Ratings
Loading comments...
Credits
- Writers
- Augustyn KenNeDy