Ostrożności nigdy dosyć

Lyrics
Bądź ostrożny, bo ci się coś stanie ... [Zwrotka 1] Niejeden, dobry chłopak grzeje puchę Za głupią dychę, bo stracił fuchę Za kolegów co się rozpruli, nie za kapuchę Niejeden dobry chłopak przez to okazuje skruchę Na wadze bądź ostrożny dobrze Ci radzę Matuli łzy, nie napawają radością Jedno Ci zdradzę, byś się nie pożegnał z wolnością Czyń dobro nie zło, bo zło czyni się z łatwością Rozumiesz to czy przewinąć od nowa Ostrożny bądź i uważaj na słowa Powiesz słowo za dużo to podwinie się noga Beceluj, tym razem za błąd, a nie za towar Ostrożny bądź i uważaj co bierzesz Ostrożny bądź i nie ustawaj w wierze Szlifuj wartości, one w twoim ekwipunku W stosunku do rodziny nie waż się stracić szacunku [Refren] Ostrożności nigdy dosyć i jej nigdy nie będziesz miał dość Otwórz bracie szerzej oczy na chwile je przymkniesz i się potkniesz o kość Kogoś takiego jak ty, który się potknął i kona na ziemi Brak ostrożności każdego uziemi bez wyjątku już wychodzą po was diabły z pod ziemi [Zwrotka 2] Niejeden tak ma, że szajba odpierdala Jak tu trzymać fason jak temat na głowę siada Biada kiedy narkotyk banie oplata Za popełniony czyn - kara, niemała strata Raz finansowo, drugi raz papuga gada Za ciebie odpowiada, broni i propozycje składa Gdybyś miał łeb na karku i dużo nie gadał Nie siedział w barku, nie ćpał i nie podawał Każdemu ręki tym bardziej kryminalnym Uwierz, że można ufać liniom papilarnym Za struganie kozaka siedzisz w zakładzie karnym Nie lepiej być na wolce i być w miarę normalnym? Pod żadnym pozorem, niech wzorem nie będzie Dla ciebie. ten co żyje o wodzie i chlebie Lecz śpi na złocie, a złoto schowane po lewej W wypchanym kącie złoto kradzione, możesz być pewien [Refren] Ostrożności nigdy dosyć i jej nigdy nie będziesz miał dość Otwórz bracie szerzej oczy, na chwile je przymkniesz i się potkniesz o kość Kogoś takiego jak ty, który się potknął i kona na ziemi Brak ostrożności każdego uziemi bez wyjątku już wychodzą po was diabły z pod ziemi [Zwrotka 3] Nie ma nic wstydliwego w tym że kogoś zraniłeś Każdy ranił, lecz w jaki sposób to zrobiłeś? Jeśli zdradziłeś to jesteś bez wartości Nie można Ci ufać bo do kurestwa masz skłonności Pomyśl, że nie jeden łzy połyka ze złości Bo w mamrze pości. a skóra mu wisi Wystają kości i z murzynami się kisi W jednej celi, wszyscy łysi, każdy myśli Kiedy będą wolni, tak Ty pomyśl Czy za 50-siąt tysi warto stracić wszystko Po środku leży wina a consensus jest blisko Lecz sie nie zapomina i zostaję nazwisko Ludziom trzeba wybaczać, trzeba się starać By błędy naprawiać, a nie się stawiać i w zły sposób rozmawiać Szczególnie z bliskimi choć z nimi się najczęściej kłócimy To Nas nie opuścili aż do tej chwili, bo nigdy nie będziesz miał ich dość [Refren] Otwórz bracie szerzej oczy na chwile je przymkniesz i się potkniesz o kość Kogoś takiego jak ty, który się potknął i kona na ziemi Brak ostrożności każdego uziemi bez wyjątku już wychodzą po was diabły z pod ziemi
Rate this song
0/5.0 - 0 Ratings
Loading comments...
Credits
- Writers
- AKASH (POL)