Zdalnie

Album cover art for "Zdalnie" by Kidd (POL)

Kidd (POL) - Rap

Zdalnie

0 Plays

View ArtistView Album

Lyrics

[Zwrotka 1] Próbuję znaleźć jakiś problem, który rozwiążę pisaniem To do chuja niepodobne, co to – programowanie? A może lubię abstrakcje, gdy są na kartce, nie bardziej Od tych w uszach i zmuszam ciebie, żebyś wysłuchał Wciąż uczę się emocji, trzydziestoletni chłopczyk Z dwójką dzieci, zapomnij, że jesteś ten sam zawodnik To często spycha mnie na ławkę – mam tu stałą rezerwację Żaden Sixth Man Award, już bardziej sick man na zawsze Sięgam dalej niż patrzę, Young Soy Boy na cloud rapie Wrzucę dystans jeszcze bardziej, to mnie nigdy nie znajdziesz Wyoutowałem się strasznie, mów mi Kiddo sideliner Buduję świat z dala od kartek, po czym spisuję, co ważne Taki nawyk, slash rytuał, slash slasher, jak mnie wkurwiasz Wiem, skąd biorę tę agresję – dziś to nie ślepa furia Mam swój swimlane i wizję, masz z tym problem, to przykre Kolejny rok podbija liczbę, dopisz "zero fucks given" [Zwrotka 2] Myślę w języku, którym gardzę – siedzę tu, choć nie ma mnie Całe życie pracowałem, by się odciąć totalnie I, gdy już mam to czego chciałem, czuję na karku dreszcz Jestem tu ciałem, a cała reszta jest kinda dispersed Trzy planety in the Cornell of my eye, chcę im najwięcej dać Zakrzywiam naszą czasoprzestrzeń – Black Hole Son Daughter Wife Sprowadzam siebie na ziemię, co roku jeden level down Buduję wszechświat z małych zmian, one star at a time Odpowiedzialność za siebie kończy się tam, gdzie egoizm Nigdy nie będziesz home alone, nieważne, co odpierdolisz Jeśli nie boisz się śmierci, to nie, że obcy jest ci strach Obcy musi być ci fakt straty tych, których masz Przy swoim boku od lat i nawet, gdy jesteś sam Spoglądaj w lustro, mówiąc "chuj w to – kocham siebie i tak" Nie mamy zbyt wiele szans, w sumie to mamy tylko jedną I im prędzej biegnie czas, tym trudniej jest wszystko jebnąć Doceniam przeszłość – nie zmieniłbym niczego bezsprzecznie Dziś buduję pewność siebie tym, że błądzę skutecznie [Mówione outro] Nie kojarzę, żebym kiedykolwiek po przebudzeniu biegł prosto do sypialni rodziców By ci mieli mnie przywitać Czy to jeszcze wspierający uśmiech, czy już kpiący grymas? Wolałem włączyć Sky One, Fat Fat Fat Fat Albert i Star Trek: Next Generation Headbangers Ball i Hej, hej, tu NBA! Dzieciństwo zamknięte w pudle Jak mało mogłem zrozumieć, a jak dużo przyjąłem podskórnie Dziś mam dni, że chcę uciec w lata dziewięćdziesiąte Zwinąć się w kulkę, na uszach walkman Uwić sobie gniazdo ze wspomnień Szkoła podstawowa, biblioteka, boisko, trzepak, elektrownia Ruski rynek, Bażantarnia, dom dziadka, autobus trzynastka Odrabianie lekcji, lęk, sen Internet, lęk, sen Alkohol, lęk, sen Rap, sen, powtórz A co, jeśli nikt nigdy nie jest gotów na cokolwiek? Istnienie to tylko pamięć mięśniowa Cała reszta to niezręczne próby otarcia się o zbawienie Narzucony porządek trzyma mnie w ryzach Papieru Linioskoczek Przy dzieciach nie wypada bić pięściami w ściany, przeklinać, wyć z bezsilności Absurd zastanego świata przygniata Ciężarem spojrzeń dwójki stworzeń, które mogą być, kim zechcą Ale nigdy nie uciekną od bycia czyimiś dziećmi

Rate this song

Rate this song

0/5.0 - 0 Ratings

5
0.0% (0)
4
0.0% (0)
3
0.0% (0)
2
0.0% (0)
1
0.0% (0)

Loading comments...

Credits

Writers
  • Kidd (POL)