Fit

Lyrics
[Zwrotka 1] Zalewa krew cię i stoisz ze znudzoną miną Bo dobrze wiem, że to winno być czerwone wino Słyszę jak skwierczysz i pryskasz dolaną oliwą Chciałaś pić szampana, on to bezalkoholowe piwo Twój chłopiec w łóżku to fast-food i do tego kuskus Ty chcesz by Cię wziął ktoś na ruszt i to już Nóż w kieszeni otwiera ci się zatem Nawet kiedy mięsem rzuca, to leci falafel… Nuda, do niedawna wierzyłaś w cuda I liczyłaś, że się uda przełamać tę w łóżku niemoc Nie nie pomogły podwiązki na udach, ani wóda Ani wcieranie w materac jebanego jalapeno Koleżanki się dziwią ci wielce Z życia czerpią tym pełnym widelcem A ty związek masz taki mniej więcej Jakby każdy dzień był wielkim piątkiem Bo skutecznie tak ukradł ci serce Ale kradzież minęła się z sensem Bo ty rękę oddasz, nawet obie ręce Temu, który się zajmie żołądkiem Dla niego ona, to pociągowa lura Tu gdzie nawet byle burak, chce chlać kopi luwak Musi udawać eco, bo umówił się z kobietą Co uważa, że obraża krowy to, że pijesz mleko Siedzi teraz biedak i myśli Że w sumie to żałuje, że nie zamówił whisky Bo poziom tolerancji ma o wiele za niski Pozostaje cicho czekać, aż już będzie po wszystkim I to nie tak, że lubi tylko pizzę i kebab Chciałby trochę kalorii, a ta rukola ich nie ma Ta maszyna swoje pali, musi wlać coś do baku Tamta gada i gada o spacerniaku dla kurczaków coś Pisała, że postępowa taka Co ty se myślałeś? Że do wyra dodatkowy wakat? Ona wie, że najlepszą obroną atak Roszponka z kiełkami, godzinę temu jadła BigMac-a A ty biedny się w rolę już wkorbiłeś Odprowadziłeś ją do klatki, idziesz na przystanek Za pół godziny do niej wpadnie tu ziom z winem Rano zamówią sobie pizzę i wyjebane… Wiesz o kim mówię - to taka kobieta Co rano spamuje vlogami, że moda, fitness, dieta I nie ma sensu w tym, prawdy też nie z resztą Bo zaraz potem piżama, netflix, fresco Wgryzasz się w burgera, sos spływa ci po brodzie teraz Nie nagrywać na relację tego lepiej Ale potem jak skończysz, to sobie to powycierasz Głęboką troską o zwierzęta i planetę Pić trzeba umieć, a ty nic nie rozumiesz Może ci to nie pasuje, ale zrozum wreszcie To się tyczy jedzenia tak samo, zjadłaś na noc, to się nie dziw rano Jesteś tym, co jesz. Jesz to, czym jesteś [Refren] Szkoda się męczyć, czasu i pieniędzy, proszę wyjaśnij mi Wyjdziesz na miasto, złapie cię gastro Lubisz junk food, a miałaś być fit Lubisz tych miłych i bystrych, plany bywają ulotne Dietetyk zabije cię, narzekaj ile chcesz Znowu zrobiłaś to z łotrem Szkoda się męczyć, czasu i pieniędzy, proszę wyjaśnij mi Wyjdziesz na miasto, złapie cię gastro Lubisz junk food, a miałeś być fit Lubisz zabawne i mądre, nie mów, że nic się nie stało Personalny trener cię skopie, bądź pewien Bo znowu skończyłeś z blacharą [Zwrotka 2] Jesteś jedzeniem dla innych, pozycją w karcie Zrozum to przez to, że: Jak jesteś tłusty, to wysportowane Dziewczyny za bardzo cię nie chcą, nie? Jak jesteś słodki, to panny cię lubią I są zainteresowane Ale jak nie masz nic więcej niż cukier To szybko zmienią zdanie na ,,nie" A ty jak jesteś pusta i nie masz nic w środku Choć wyglądasz smacznie dla niego To przestań się dziwić, że zaraz po tobie On pójdzie gdzieś zjeść coś innego Takich jak ty, tu się zjada na śniadanie Za to takich jak ja, to się zostawia na deser I tacy jak wy, to jedzenie słabe i tanie A tacy jak my to rarytasy nie na każdą kieszeń [Refren] Szkoda się męczyć, czasu i pieniędzy, proszę wyjaśnij mi Wyjdziesz na miasto, złapie cię gastro Lubisz junk food, a miałaś być fit Lubisz tych miłych i bystrych, plany bywają ulotne Dietetyk zabije cię, narzekaj ile chcesz Znowu zrobiłaś to z łotrem Szkoda się męczyć, czasu i pieniędzy, proszę wyjaśnij mi Wyjdziesz na miasto, złapie cię gastro Lubisz junk food, a miałeś być fit Lubisz zabawne i mądre, nie mów, że nic się nie stało Personalny trener cię skopie, bądź pewien Bo znowu skończyłeś z blacharą
Rate this song
0/5.0 - 0 Ratings
Loading comments...
Credits
- Writers
- Hermes