Konie

Album cover art for "Konie" by Zero

Zero - Rap, Polski Rap

Konie

2 Plays

Duration: 4:13

View ArtistView Album

Lyrics

Language:

[intro] Wokół moich powiek słone wody, nieruchomy strach Fale w mojej głowie na wybrzeża wypluwają statki Konie... konie... kopytami ryją piach Morze chce pochłonąć je jak skronie przybój wyobraźni [zwrotka 1] Krew... ziemia i powietrze Złamię nos, ale się za bardzo nie przejmę Wiem... aż za dobrze jak chodzić po drzewie W koronie jak król, co się połasił na czereśnie Kłamię i kradnę - wiem, to nie ładnie Ale jest fun - wiesz? Ćwiczę odwagę Kopiemy w gałę czy gramy w siatkę Fiszki i kapsle, karty i plansze Erpegi, might and magic, na schodach w klatce palę Wolę się z ogniem bawić w pożary, duch z zapałek Przyjmie jak bóg ofiarę - już słychać bunt zabawеk To taki kult na niby, ale ich koniec naprawdę Pójdą w masowe mogiły za jеdnym starym garażem Budujesz bazę na drzewie czy kopiesz dół pod basen Na co mam wejść to wejdę, bo kto ma spaść, ten spadnie To żaden wybór, a przecież nie jeden z został piratem Prawnikiem albo maklerem Ja do dziś wolę latanie [skit: fragment z filmu "Hak" (1991)] "You can fly, you can fight and you can..." [bridge] Mój mały chłopcze, kiedy w dłoniach twarz Próbujesz chować, gdy przełykasz płacz Pamiętaj, że ci dusza błyszczeć ma Nawet gdy w koło kwitnie czarny sad My jak szalone ptaki w wielki świat Sami się wyrywamy z ciepłych gniazd Bo w życiu bywa tak, że patrzysz w dal A ci spoczywa pod nogami skarb [zwrotka 2] Walki na pięści, punche o matce Na mirabelki, walki o racje I kto ma tatę lepszego i lepszy gadżet (no fajnie) Procesor, grafika, pamięć Dawno mnie mama na obiad wołała Zjem na kolację A może by tak? - cicho, nie przy rodzicach Licho czuwa, nie sypia Bidon mam pełen picia Tyle szyb do wybicia To cieszy, choć moja wina Jak świeczki na urodzinach nie ciąży jeszcze lawina (spraw) Latamy sami po mieście, wyżerka na degustacjach Supermarkety, salony, duże festyny na stacjach Nasze rowery rakiety, patyki, miecze - napadam Na obce bazy się mierzyć jak potem z ciuchami pralka Czasem od śmierci milimetr - pełna bagatelizacja (Dzisiaj porobię się grochem Wóda i balet do rana) Czasami z nudów powoli sączymy się w jeden kanał Wolni jak fale w eterze, kiedy skaczemy po stacjach Dzisiaj konsola czy pecet? - siedzę do białego rana Po szkole RTL7, nie ma co robić, bo pada (Nie masz co robić? - To wpadaj! Ja wczoraj też na kolanach Dziś na spokojnie, no nie wiem - może na piwo i blanta) Giełda i wypożyczalnia; gierki, fantasy i manga Pod drzwiami największy chachar Z osiedla obok wiraszka Co pół godziny mnie sprawdza Bo może da się już zabrać Coś tam, że Smoki i Lanca - czeka aż doczytam - klasa! (Pod drzwiami tłoczy się banda Pół roku toczy mnie chandra Przeszywa smutek jak w Nachlass W końcu go zaćpam i zachlam Byle do jutra się łajba Buja po klubach i knajpach Potem jest cisza jak makiem zasiał I kapitulacja...) [outro] Miłość została zdradzona. O miłości niekochana, kiedy tylko mówimy [?]. Mieliśmy w zanadrzu marihuanę, amfetaminę, spirytus, czeskie piwo, wino i pół wyposażenia apteki. Ulice rozmywały się przed nami, byliśmy jak zagubieni chłopcy w Nibylandii, których opuścił Piotruś. Każdy ma swojego Piotrusia, który siedzi w kącie duszy truty przez dym papierosów, przez całe to gówno i lęk. Otrzymywaliśmy od siebie nawzajem całkowitą akceptację. To nie była przyjaźń tylko toksyczny związek zagubionych dzieci we mgle. Jedno wielkie ustawienie hellingerowskie z narkotykami w roli głównej

Rate this song

Rate this song

0/5.0 - 0 Ratings

5
0.0% (0)
4
0.0% (0)
3
0.0% (0)
2
0.0% (0)
1
0.0% (0)

Loading comments...

Credits

Writers
  • Zero