Rozwód

Lyrics
[Zwrotka 1] To ty zabrałaś mi wujka A drugi chciał się przez Ciebie wieszać Nie miałem siły by zluzować pas Stał tam bezradny dzieciak W sumie to już bardzo dawno Dał do myślenia doświadczenia plecak Walisz po mordzie A każdy wybacza Jak się zakochasz po czasie się staczasz Ty same szkody przynosisz Miliony rodzin na świecie rozbiłaś Zesłali Ciebie na ziemię Żebyś mogła legalnie szare komórki zabijać Ilu bez domów w kartonach? nie zliczę Sami zafundowali sobie pstryczek W sumie zazwyczaj pij i nie pierdol Na dobre nie wyjdzie Ci to na pewno Wolę się nie zakotwiczać Kolejny rok z flaszką na ławce Moje marzenia tak samo jak czyjeś Mogą być ulotne zginąć jak latawce Wolę się w porę ogarnąć I tak wprowadziłaś mi Nie zły hardkor Dobrze że za każdym razem ktoś łapał Kiedy mi się chciało szybować przez balkon Jak Cię zraniłem to pardon Wiem że po pijaku wiele słów padło Niektórzy sobie na to zasłużyli Uwalnia żal smutek i to w jednej chwili A Ciebie kurwo za nic nie przeproszę Pozostań sama na półce Najwyższa pora nas już nie będzie Co to za kochanka co puszcza się wszędzie [Bridge] Nie chce Cię widzieć już Nie chce Cię więcej czuć Nie będziesz więcej psuć Nie widzę nas i już Nie mogę się tak truć Rozstańmy się po latach Chcesz żebym został na dnie A orły muszą latać [Refren] Whisky moja żono Na nasz koniec przyszedł czas Życie to moja kochanka Nie zobaczą więcej nas Nie liczę godzin i lat Kłótni awantur i kosztów Więcej nie powiem Ci chodź tu W końcu pora na nasz rozwód [Zwrotka 2] Wszyscy już wyszli A na blacie stoją puste kieliszki, a Ty niedopita Na mnie już czas żegnaj seniorita O mnie nie pytaj na domówkach osiedlach i na koncertach Bez Ciebie potrafię więcej, a z Tobą mogę tylko przegrać Nie wiem czy wrócę, wolałbym nie, oby tak nie było Do szczęścia to mi daleko kiedy towarzyszy mi toksyczna miłość Wiem że Ty tego chcesz i pragnie przepita gardziel Bez Ciebie osiągnę cel kolejny powód po co Tobą gardzę Prowadzisz do dwóch dróg jedna to grób, a druga kryminał Szczerze wolę się zestarzeć przy wnukach chociaż nie wiadomy mego życia finał Mimo to mogę zapobiec i ty też tak samo ziomalu możesz Zmienić melinę na dom i kominek Patrzeć na rozwój, a nie jak popłyniesz Za dużo miałem przykładów nie ładu w swoim i tak samo też cudzym życiu Jak się udało i jak na nie wyszło zawsze kończyliśmy na jebanym piciu Nie będę Cię umoralniać musiałem dojrzeć do takich decyzji Na Ciebie mordo też nie jest za późno pierdol to dzieciak nim zawiedziesz wszystkich Lepiej jest zadbać o bliskich, a przy tym też dać przykład dzieciakom Nie będzie Ci wstyd jak się zapytają, a synek odpowie pijakiem jest tato? Inaczej rozpal domowe ognisko, nim rozjebiesz wszystko A cała praca pójdzie na próżno i będzie za późno Weź się w garść Ty też masz powody do życia Siłę i ambicje pracą gaś pragnienie picia To już czas rzuć to w dal i nie patrz za siebie Lepiej osiągać szczyty zamiast kończyć na glebie [Refren] Whisky moja żono Na nasz koniec przyszedł czas Życie to moja kochanka Nie zobaczą więcej nas Nie liczę godzin i lat Kłótni awantur i kosztów Więcej nie powiem Ci chodź tu W końcu pora na nasz rozwód
Rate this song
0/5.0 - 0 Ratings
Loading comments...
Credits
- Writers
- Vin Vinci