SAMICA PSA (tede diss 2)

Lyrics
[Zwrotka 1] TDF, Tas de Fleia, flejtuch Patrz, jak spływa po mnie ta fala hejtu Jak po kaczce, kaczce po detailingu Jaka fala? Dla mnie to śmingus dyngus Redaktorze, repeat value? Lepiej zrób porządek z żoną Bo na ripicie to jest u mnie na dzielnicy jak listonosz Mój syn ma cztery mieszkania, ja jedno, zero kredytu Wszystko zarobione, zarobione kilo kwitu Ty biłeś się w życiu tylko z myślami Debiutancka walka is coming, ale my z tego pizgamy Są zasady dla Jacka i zasady dla Piotrka Jacek powie policji, gdzie dilera spotkał Na to ludzie i boty mu złagodzą kłopoty Jacek to taki szczęściarz, pewnie wygrał już w totka No more, no mas, no pasaran Niech wie każdy Tedasa fan, to gorsze niż "ave satan" A jak w garażu zostawiłeś swe wieśniackie autka Bo się bałeś, że cię ludzie poznają i będą szarpać Wynająłeś zwykłe Audi na rok, znam sprawę To byłoby zabawne, gdyby nie było tak słabe I wstawiłeś kraty w studiu na kłódkę Jak pies takiego widzi, prosi o jedną nutkę Bo zna już twą melodię frajerską Idź, gamoniu, z Boysami proś wioski na dancefloor Co tu kminić? Skolimowi rób rimming Po kolei cię wyjaśnił już Wini, mój limit Jaki limit? Jestem bliżej ekstazy Komentarze, synu, mnie chcieli zabić dwa razy (Kusha, Kusha, Kusha) W mojej rodzinie służba czyta od lat dwustu Wam to strach zlecić zbieranie chrustu Chłopki to nie mój wajb, nie o moich paniach Te zapierdalały se na uniwerek na saniach Mogę być w odbiorze trudny Ale mój dziadek urodził się w 1897, czaisz? Więc jestem dziwny, jestem dumny I prawdziwy przy okazji, od kołyski aż do trumny Ja się nie wstydzę spochodzenia jak Bążur Dajcie mi zamek, skurwysyny, może być ten w Książu A tede się wstydzi i chce być idolem patusów A jest idolem lamusów Fanatyk Tedego: mam od razu wizję porzygu Czyta bio milionera, chce ukończyć szkołę podrywu I być idolem dzieciakow Kabaty - dla ciebie dzielnica, dla mnie eks-pole ziemniaków Zobacz, ile panczy, kurwo, jak bogini Śiwa jestem Jesteś Muhammadem Ali? nie, to tylko Aliexpress Cyklisto, wkładam ci patyk w szprychę Zaliczysz nieliche baty Więc lamusów dupy i facjaty ciche Dupa, silencio Jeśli już to cytujesz, idzie zgodnie z intencją Tak, mam się za lepszego od przemocowej zgrai Od każdego plagiaciarza, pozbawionej talentu fai Od tych bez flow, bez poglądów, bez techniki I oceniać, lubię - ten jest kimś, a ten nikim Bo jestem Mesem i ty kochasz mnie hejtować Lecz na żywo jesteś miły, mijasz bez słowa A ty odrealnionym Jackiem w czapce No to czapkuj swemu panu, na ulicy i w apce [Bridge] Dzień się kończy, ale walka trwa Dwa pady i jaranie, wersalka i ja na niej Dzień się kończy, ale walka trwa Dwa pady i jaranie, wersalka i ja na niej Dzień się kończy, ale walka trwa Dwa pady i jaranie, wersalka... [Zwrotka 2] I od razu runda tres, zwycięstwa fundament Tournament winner, to znów pan Mes Mes, Jezu, ale mocne buchy Napędzają te moje nocne ruchy To nie duchy, Jacku To zwiastuny twojej skuchy, Jacku Więc, kurwa, ruchy Jacku, Jacku, Jacku Przepraszać, a wiemy, umiesz ładnie Wyciągałeś miękką łapkę, gdy kazałem ci skamleć Skomleć, brr, nie wiem Ale wciąż będziesz zjebem DJ Dying
Rate this song
0/5.0 - 0 Ratings
Loading comments...
Credits
- Writers
- Ten Typ Mes