Niecodzienny szczon

Lyrics
[Zwrotka 1] Tam na kościelnej wieży Milczał zaklęty dzwon W tym mieście, w którym mieszkał kiedyś Niecodzienny szczon Żyła w nim wredna panienka Niemy czarny kwiat Wieczorem pod oknami chłopak jej śpiewał tak: To moje imię jest Andaluzyjski pies Pukam do twoich drzwi Od zmierzchu aż po świt [Refren] Ona jedna słuchać nie chciała Głucha na pieśni czar Ona jedna w głos się śmiała Brała wszystko za żart [Zwrotka 2] W lesie - na Szczurzych Bagnach się utopił szczon Wtedy na kościelnej wieży usłyszano dzwon Zaszumiały o tym drzewa Zaśpiewał ludziom wiatr A nieobecne echo podpowiadało tak na świat:: To moje imię jest Andaluzyjski pies Pukam do twoich drzwi Od zmierzchu aż po świt [Refren] Ona jedna słuchać nie chciała Głucha na pieśni czar Ona jedna w głos się śmiała Brała wszystko za żart [Zwrotka 3] Cała trwoga mieszka w śmierci stogach Diabłu się spodobał Niecodzienny szczon W żadnej części W jej spisie treści się nie mieścił Coma - Poczuł jej aromat z kostuchowego łona Niecodzienny szczon W dalszej części Nie ma go w tej opowieści już Słowa tej piosenki Pisano na kominach Słyszał o niej także Uliczny kataryniarz Znała ją na pamięć Cała ludność okoliczna List do pokoleń Legenda uliczna [Refren] A ona jedna słuchać nie chciała Głucha na pieśni czar A ona jedna w głos się śmiała Brała wszystko za żart [Zwrotka 4] Cała trwoga mieszka w śmierci stogach Diabłu się spodobał Niecodzienny szczon W żadnej części W jej spisie treści się nie mieścił Coma - Poczuł jej aromat z kostuchowego łona Niecodzienny szczon W dalszej części Nie ma go w tej opowieści już Nie ma go nie nie ma go nie nie ma go do nieba x8 Nie ma go!
Rate this song
0/5.0 - 0 Ratings
Loading comments...
Credits
- Writers
- Krzysztof Grabowski