Toksyczna miłość (jej wersja)

Album cover art for "Toksyczna miłość (jej wersja)" by Sobota

Sobota - Rap, Polski Rap

Toksyczna miłość (jej wersja)

0 Plays

View Artist

Lyrics

Language:

[Intro] Siemano, tu S.O.B., mam dla was dwa numery, tylko w wersji jej i wersji jego, toksyczna miłość, dzieciaku [Zwrotka 1] Kiedy on szedł po łuku nakurwił się wódą czystą Ona leżała w łóżku i nakurwiało ją wszystko Nie chciała go martwić, obarczać swoim bólem Za to on się przypierdalał i dopierdalał ją dureń Wydzwaniał co noc, pytał - z kim tam kurwa leżysz? Kiedy wyznała mu prawdę - nie chciał jej uwierzyć Znowu dzwonił do niej rano, pytał czy ją zobaczy Spędzam dzień kochanie z mamą, musisz mi wybaczyć Ona dokłada rozpaczy, zabrania kochać ciebie Wciąż walczę z nią, o nas możesz być pewien Znów krzyk w słuchawce - co ty mi tu pierdolisz? Że niby mama zabrania i nie chce ci pozwolić? Powiedz, że mnie zdradzasz, przyznaj się, słyszałam Mam raka, mam guza i nawet gdybym kurwa chciała Rady bym nie dała, poza tym w mym sercu tylko ty On debil wciąż nie kumał, że ma toksyczny dotyk [Refren] Bóg ukrył piekło w samym środku jej serca Ból chorób, strach o niego jeszcze to podkręcał Nie chciała od niego nic prócz bycia przy nim Ten naćpany kretyn nigdy tego nie rozkminił Sama żyła ze sobą i swoimi chorobami Czekała wytrwała aż on przestanie ją ranić Właściwe to gdy oskarżał ją o kolejną zdradę Ona kochała od niego bardziej tylko swoją mamę Bóg ukrył piekło w samym środku jej serca Ból chorób, strach o niego jeszcze to podkręcał Nie chciała od niego nic prócz bycia przy nim Ten naćpany kretyn nigdy tego nie rozkminił Sama żyła ze sobą i swoimi chorobami Czekała wytrwała aż on przestanie ją ranić Właściwe to gdy oskarżał ją o kolejną zdradę Ona kochała od niego bardziej tylko swoją mamę [Zwrotka 2] I tak trwała w tym gównie z toksycznym koluniem Radzili jej rzuć to w pizdu, mówiła nie umiem Dręczyli się z jej bólem wszyscy bliscy wokół Ale gdy była przy nim osiągała święty spokój W natłoku myśli zastanawiała się często Czy ta toksyczność ją zniszczy czy osiągną zwycięstwo I gdy już się wydawało, że są prawie w domu On znowu swoim pierdoleniem wpędzał ją do grobu Jak ziomuś się skończyły ich wspólne wojaże Nie czaję, ale zdaje się, że nie pod ołtarzem Już ich nie spotykam razem ani osobno Zniknęli, przepadli jak kamień w wodę podobno [Refren] Bóg ukrył piekło w samym środku jej serca Ból chorób, strach o niego jeszcze to podkręcał Nie chciała od niego nic prócz bycia przy nim Ten naćpany kretyn nigdy tego nie rozkminił Sama żyła ze sobą i swoimi chorobami Czekała wytrwała aż on przestanie ją ranić Właściwe to gdy oskarżał ją o kolejną zdradę Ona kochała od niego bardziej tylko swoją mamę Bóg ukrył piekło w samym środku jej serca Ból chorób, strach o niego jeszcze to podkręcał Nie chciała od niego nic prócz bycia przy nim Ten naćpany kretyn nigdy tego nie rozkminił Sama żyła ze sobą i swoimi chorobami Czekała wytrwała aż on przestanie ją ranić Właściwe to gdy oskarżał ją o kolejną zdradę Ona kochała od niego bardziej tylko swoją mamę

Rate this song

Rate this song

0/5.0 - 0 Ratings

5
0.0% (0)
4
0.0% (0)
3
0.0% (0)
2
0.0% (0)
1
0.0% (0)

Loading comments...

Credits

Writers
  • Sobota