Ona i On

Album cover art for "Ona i On" by Slums Attack

Slums Attack - Rap, Polski Rap

Ona i On

0 Plays

View ArtistView Album

Lyrics

Language:

[Intro / Cuty / Scratche: DJ Decks] W tle codziennych zdarzeń w mieście Słuchaj uważnie A poznasz go po tekście Tyle jesteś wart, ile od siebie możesz dać To jest do tych, którzy chcą... Iść przez życie (Iść przez życie, iść przez życie) [Refren] To nie hit z telenoweli w stylu Ona i On To nie kit z infantylną sytuacją, jebać to! To o międzyludzkich więziach i uczuciach zwykły song Życie, nieszczęśliwa miłość, lot, upadek, uczuć zgon! [Zwrotka 1] Taka zgrabna, ponętna, przesiąknięta Emporio Na jej widok nawet mi by sterownik pierdolnął Ona na spacerku z pieskiem, on się pręży przy nadziei Widzi, jak odbiera dług od drobnych złodziei Wtedy blednie, nie znał ceny za związek z tą panią To nie jego półka, więc powie jej "Siemano" Chłopak z drugiego roku doznał szoku i odpadł Ta scena go przerosła, jakby niewiarygodna Wpadła mu w oko, widzi w niej matkę swych dzieci Gadał w amatorskim stylu, więc żałuje, wie, odleci Drugiej szansy może nie być, on myśli o niej stale On nie zna jej wcale, kim jest – wie doskonale Chciałby mieć z nią balet, lecz sprawa go przerasta To nie ten typ studentek, które zjadał w centrum miasta Zaraz się pochlasta, chciał być całkowicie szczery Chciałby z nią za rączkę na spacery, desery Marzy o karuzeli, chłop w innym świecie żyje I tak boi się przeniknąć do świata złych dziewczynek... [Przejście / Cuty / Scratche: DJ Decks] Ona... On... [Zwrotka 2] Co by powiedział matce? Że skończyła edukację? Jakie ma kwalifikacje? To, że lubi wakacje? Nieskończone atrakcje, że wciąż miewa fascynacje Pociąg do szybkiej jazdy, chłop łapie palpitacje (Serca) Gdy znów ją spotyka, gdy mija ją – cierpi Promienieje jednocześnie, umiera, to szczęście Które nie trwało wiecznie; już wie, gdzie ona mieszka Wie, że ktoś ją zbeształ, rozmazany tusz na rzęsach Znacznie wymięta kiecka, przydałaby się chusteczka Niezgrabnie wyciąga rękę w jej kierunku Z ratunkiem w pakunku – to zapachowy Velvet Ona odtrąca tę rękę i przyśpiesza, już biegnie On wygaduje brednie na przerwie podczas zajęć Z kolegami z roku nie chce pić i nie przestaje Myśleć o dziewczynie, swej księżniczce – on jej giermkiem Ślubuje jej wiernie, że gdy ona na mnie zerknie (Zrobię wszystko!) Nie odejdę, byle tylko mnie przyjęła Nie chce wiedzieć nic na temat, żadnych szczegółów z przeszłości Czy jej faceci prości, czy brutale ze szmalem Co w głowie mają tylko siłownię i solarę "Ja tak ją traktowałem" – mówi jej ex – "Ja mam talent" W przedłużeniu męskości spod znaku BMW Z marzeniami o mafii i o jak najgrubszym balu Rzucona bez żalu na pożarcie jak ochłap Musi sama se radzić, z pułapki chce się wydostać Może chciałaby się spotkać z prawdziwym uczuciem A nie z typem macho przeżyć nowe katusze W rozmowie z psiapsiułami mówiła: "Ja tak muszę" "Wiem, że się duszę, ale płaci, utrzymuje" Tylko w tę cenę wlicza też bycie strasznym chujem... [Przejście / Cuty / Scratche: DJ Decks] Ona... On... [Refren] To nie hit z telenoweli w stylu Ona i On To nie kit z infantylną sytuacją, jebać to! To o międzyludzkich więziach i uczuciach zwykły song! Życie – nieszczęśliwa miłość; lot, upadek, uczuć zgon! [Zwrotka 3] A po trzecie jakoś leci, dzień po dniu nasz amant ginie Przemierza supermarket i wciąż myśli o dziewczynie Na co wydałby stypendium, by przeżyć piękne chwile Rajcowne pończochy do nowiutkiej pary szpilek Jeszcze zestaw szminek – dla niej wszystko, co najlepsze Gotowy jest na grę, na wytyczne niebezpieczne Dobre wino plus świece trzyma w domu od dawna To jest taka okazja, niezwykła chwila ważna Ale jak ją zaprosić? Czy na kolanach prosić? Boże dopomóż, nie wiem, co ja mam zrobić Mija chemie, drogerie, skręca w działy z nabiałem Wtem oko w oko – jeb! Spotyka się z jej ciałem Wpadając na nią nagle nie aniele, lecz diable "Cześć! Jestem Jacek, kilka razy Cię mijałem..." Ona w śmiech, co maskuje jej chwilowe zmieszanie Towarzyszy jej kumpela we wskazującym stanie Znacząco pociąga nosem, ledwo na niego zerknie "Daj se spokój chłopaku, odpierdalasz komedię" Tak stał chwile biednie, zbity z tropu, przegrany Tlenu zabrakło, jakby biegł, jest zdyszany Przylgnął do ściany jak do posągu Bogini Obserwuje zrozpaczony, jak oddala się w mini Syty upokorzeń, chciałby zawyć, bić na alarm Krzyknie za nią: "Czekaj!" – wtem rozlega się hałas Pach! Zatrzymana przez ochronę na kradzieży Chwila nieuwagi i nie może w to uwierzyć Że będzie jeszcze gorzej, że ma kiepski życia wzorzec Dobrze wie, że naćpana koleżanka nie pomoże Nie ma czym płacić; fanty wyrafinowane Zapachy rodem z Francji i z koronką kilka szmatek Ściemnia cierpi niedostatek, to jej debiut: "Daj mi szansę!" "Płacisz lub dzwonimy – takie procedury, jasne?" I co tu zrobić z hajsem? On już wie, na co przeznaczy Te kilka stów dla niego nic nie znaczy Bo wie, że w tym momencie on będzie jej księciem Gdy przejedzie plastikiem po czytniku – "Masz w prezencie! To ode mnie, jestem Jacek, siemasz! Pamiętasz? Nie dziękuj mi, drobiazg. Już idziesz? Chcesz się żegnać?" On pewnie myślał skrycie, że odmieni swoje życie I jej przy okazji, puścił wodze fantazji Po raz kolejny rozczarowanie poczuł Dorosłemu facetowi napływają łzy do oczu (Oczu) [Przejście: Peja] Ona i On! Jebać to! Zwykły song! Uczuć zgon! [Outro] – W telewizji to często pokazują miłość Jak jacyś tam się kochają albo mówią – No, ja też tak myślę W życiu to jest niemożliwe

Rate this song

Rate this song

0/5.0 - 0 Ratings

5
0.0% (0)
4
0.0% (0)
3
0.0% (0)
2
0.0% (0)
1
0.0% (0)

Loading comments...

Credits

Writers
  • Peja