Nie trzymaj sztamy

Album cover art for "Nie trzymaj sztamy" by Slums Attack

Slums Attack - Rap, Polski Rap

Nie trzymaj sztamy

0 Plays

Duration: 3:24

View ArtistView Album

Lyrics

Language:

[Intro] Ta, ta-ta-ta Ta, ta... Ta, ta-ta-ta Ta-ta... Nie trzymaj sztamy... [Zwrotka 1] O mały włos miałbym to coś Straciłem to, złość poczułem, miałem dość Nie chciałem, by w kość dało życie, znów sztos A ten parszywy los, szuler rozdał lewe karty Brak szczęścia w grze, a w miłości? Wolne żarty! Trudny, uparty, oto kolejne fakty Że los płata figle nawet najbardziej twardym Sprzęt jak morderca zbliża się skrytobójczo Czy przeżyjesz do rana? Tego dowiesz się jutro Kocham cię bracie nawet, kiedy gadasz bzdury Wiem, że na twoje problemy często byłem nieczuły Oddany mojej sprawie, mogę tak całą noc Młode siksy masturbują się, słuchając mój voice Owijać wokół palca najpiękniejsze kobiety Tam gdzie pieniądz, tam one, uzależnienia, fetysz... Często muszę kłamać, by serca ci nie złamać Ty gotowa się załamać, chcesz dzielić ze mną mój dramat? Moralne zepsucie, zawsze wierny Lucie Jak mordy skucie, dziś nie myślę o pokucie Oto nowy Slums Attack, masz klasyki na cutach Kocham swego brata, chociaż jest nie z tego świata Chciałbyś mi powiedzieć: Jestem coraz bliżej grzechu? Zamiast kartek z wersami, potwierdzenia przelewów? Nie podetniesz mi skrzydeł w czasie, gdy wysoko lecę Bo kocham moje życie i niczego od was nie chcę Jestem żywym dowodem na niezależność i swobodę W tym fachu prym wiodę, a słuchacza nie zawiodę Bo to muzyka prawdy, nie muzyka hipokryzji Znów nasz syf na wizji i jak zawsze bez fikcji Że siano ludzi zmienia? Hajs, kabona, temat? Pozostawię to bliskim, bo tylko im jest to oceniać Im starszy tym bogatszy, coraz bliżej nagiej prawdy (wiem) Upływający czas zweryfikuje twe postawy Tak naprawdę jestem lepszy niż ta moja reputacja I docieram dziś do celu, choć to nie ostatnia stacja [Przejście] Jesteś Judasz? Smrodu szukasz? Kumpla udasz? Hajs wyłudzasz? [Refren] Nie trzymaj sztamy z ludźmi, którym jest wszystko jedno Bo powinie ci się noga i od życia przyjmiesz wpierdol Weź od nich odbij! Nie mają nic do stracenia Więc pociągną cię za sobą, to tej znajomości cena Ze mną nie zginiesz! A ja z tobą? Tego nie wiem Ostrzegali "Się przejedziesz", nie słuchałem, byłem pewien Przyjaciel najważniejszy nie umniejszy twych zasług Potrafi docenić charakter przekazu [Zwrotka 2] Być oddanym mężem, a nie zdradliwym wężem Już za późno na to wszystko, dziś przy innej się prężę To nie pierdolona fikcja, chcesz, spójrz na szklany ekran Nie gram na ludzkich uczuciach jak twórcy reklam Gardzisz tym światem, który nie jest dla ciebie? Przeraża cię ta wizja, wiesz, że możesz go nie mieć? Więc na wyrost nam jedziesz, lecz uważaj, gdy ci wyjdzie Ile warte będą słowa, które kładłeś na bicie? Chcę, zaspokajam prymitywne instynkty Potem przepraszam, śląc do Nieba modlitwy Nie byłem, nie jestem, nie chcę i nie będę Przerysowaną postacią, tacy nie zyskują, tracą... Lepiej mi jebnij, kiedy masz na to szansę Ja nie odpuszczę, to nazwę rewanżem A tu dystans się liczy, lecz ja go często nie mam Do zbyt wielu spraw, wciąż na kogoś się gniewam Masz coś przeciwko? To cię skurwysynu mierzi? Oskarżasz mnie o rozluźnianie społecznych więzi? Chcesz wiedzieć sukinsynu jak to jest, naprawdę idzie? Dasz radę to ogarnąć? (Zamień się ze mną na tydzień) To my, co bez przerwy psujemy ci nerwy To dzieciaki z ulicy, a nie "Dzieci z Bullerbyn" Kobiety znów płaczą, ja płaczę przez kobiety Romanse, podniety, konsekwencje niestety Są zbyt bolesne, wpierw rozkosz, dziś pretensje A ja nadal w tym jestem, a "Odpał" jest protestem Nadal hardcorowy, to mój powód do dumy Nie nagrywam moich zwrotek na popowe albumy Skończymy pracę z płytą i na trasę od nowa Ja nie będę oponował, by stała się diamentowa To nasz kolejny cel! Idź sobie, tej! W biel odziana Jesabel, nie kuś mnie-e! Poznam cię w moment po tych tanich kosmetykach Po tych blond kosmykach, czego chcesz? (Zmykaj!) Z dragami eksperyment, masz do tego sentyment? Zapomnij o tym synek, nie? Spadaj skurwysynie! Przed knajpą Iros, weź ziom kup mu gyros Weź mu na wynos, bo do środka go nie wpuszczą Bo nie jest odziany na tyle, by tam usiąść Bo jego smrodem się dusząc nikt nie zechce tu szamać I nie ma co tu kłamać, sytuacja jest zjebana Możesz sam tak kiedyś skończyć, chociaż z ciebie kawał drania To kup mu to żarcie, dzięki dostaniesz w zamian [Refren] Nie trzymaj sztamy z ludźmi, którym jest wszystko jedno Bo powinie ci się noga i od życia przyjmiesz wpierdol Weź od nich odbij! Nie mają nic do stracenia Więc pociągną cię za sobą, to tej znajomości cena Ze mną nie zginiesz! A ja z tobą? Tego nie wiem Ostrzegali "Się przejedziesz", nie słuchałem, byłem pewien Przyjaciel najważniejszy nie umniejszy twych zasług Potrafi docenić charakter przekazu [Outro / Cuty / Scratche: DJ Decks] O mały włos... O mały włos (O mały włos)

Rate this song

Rate this song

0/5.0 - 0 Ratings

5
0.0% (0)
4
0.0% (0)
3
0.0% (0)
2
0.0% (0)
1
0.0% (0)

Loading comments...

Credits

Writers
  • Peja