Dis vol. 3

Lyrics
[Verse 1: Rafi] Verba już poszła swoją drogą i całe szczęście Niech nie plami więcej rapu tym swoim jękiem Może dziewczynki dwunastoletnie Rzucały wam staniki zerówki i miały kolanka miękkie Lecz ci, którzy w tym trochę głębiej siedzą, wiedzą Że niedługo skończy się na leszcza sezon No bo jesteś cienki jak discreet mojej panienki Uciekniesz z piskiem jak usłyszysz te dźwięki Bo to styl, który powoduje w mózgu dziury To styl, który burzy mury i przenosi góry Karykatury i bzdury kontra Łestern 3 To jak domek z tektury kontra Pałac Kultury Ja nie chcę awantury, ale co, nie dowierzasz? Gdy twoja babcia obierając pyry nuci Meza? Dokąd to wszystko zmierza, nie wiem brachu Ale wiem, że słuchasz teraz prawdziwego rapu [Verse 2: Kowall] Jestem Ka do eL a nie Eldoka Ka de eL razy dwa Nie DKA Teka wiejska dyskoteka Słuchasz rapu człowieka, który wie o co biega To trzeci Western nie jak Spinache za wcześnie Bujam się w krześle i myślę nad tekstem By towar na mieście, który do ciebie dociera Cały skład rapuje jak opony Goodyeara Lubi się opierdzielać, lubi mordy nadzierać Na tego typu szmaty, więc się nie przeraź Fox, Andruss, jeden drugi to fajfus Trzeba zrobić porządek w tym przejebanym bajzlu Już wolałem Just Five, Stachurskiego czy De Su A nie rap, który mogę spuścić do sedesu Brak mi słów na was, więc już zakończę Galuś, dawaj dalej i pojedź po każdej torbie [Verse 3: Galon] Spokojnie, co to kurwa było? Korek to ty masz, tworzysz zator, gubisz stilo Tego nigdy tam nie było Na strych, wytrzyj kurze a potem zbieraj bilon Czasy te przeminą jak carska dyktatura Jesteś tylko chwilą, znaczy się karykatura Otwiera się kabura, potem broń i ta kula Co trafi prosto w głowę, hula metafora rapu Game over, to jest cover, słyszysz? Podśpiewujesz, liczysz na poparcie w mieście Liber ochujeńcu, ogarnij się koniecznie Bo marnujesz tu bezsprzecznie antenowy czas To jest hardcorowy bauns, to marka, mowy trans Mam ten atomowy lans, który zresztą jest prawdziwy Nie masz szans, tu nie ma nic na niby Bas zbija szyby a hałas wsadza w dyby Jesteś kryl, a my ryby, co się żywią takim gównem Pokrzywy parzą w łapę dziwko, burdy robię hurtem Tej kundel, łap te krytyki A takie tanie tracki rób ze wsparciem Oborniki [Verse 4: Słoń] Właśnie tak! Laików niszczę jak dyfteryt Będę głównym powodem końca twojej pseudokariery Kiedy wchodzimy za stery to lepiej idź w pizdu Bo spocisz się jak lesba na zlocie szowinistów To cię zmiażdży jak pavulonu zastrzyk, na chuj się patrzysz Branie do paszczy to dla was nie lada zaszczyt Słoń to liryczny sadysta I szczery zwis mam na wasz skurwiały freestyle Po raz trzeci przywracamy honor miastu Stoimy naprzeciw bandy garbatych pederastów Masz tu flow, który gniecie wszystkie pop gwiazdy To jest Western skurwysynu a nie rap na styk Te błazny nazywają swoje potłuczyny rapem A mają z nim tyle wspólnego, co kurwy z celibatem Jadę po was jak zawsze, to moja mała wojna Ja kontra każdy zniewieściały obojniak [Verse 5: Lont] Powiedz, ile razy jest tak: włączasz radioodbiornik A tam leci Doniu, Liber i Kombi Zapomnij, żebym kiedykolwiek takiej goni za hajsem w pogoni Zamiast hardcorowych tracków pisał lovesongi Dziś wierzenie się przelicza w PLN-ach i to boli A jeszcze bardziej, że jest wiara której się to goni Partactwo nakręcane w Esce rotacją Naszą akcją zmiażdżysz to robactwo tak jak packą A na ścierwa typu Mezo, Verba Pozostają tylko naboje i strzelba Obrany cel mam, strzelam w cwela no i będę jeszcze nie raz Będę póki wasza liczba w świecie nie spadnie do zera [Verse 6: Shellerini] W dłoni tępe narzędzie coś jakby gazrurka Na twarzy kominiarka, Western trzecia runda O żesz kurwa! ktoś ci właśnie na house wjechał Krew spływa po kolumnach, to żeś synu se nabrechtał Twój pech man, mam tu brzeszczot, dość pojemną torbę Wiesz co zrobię, bajzel a'la Lizzie Borden Zamknij mordę, nie sap chłopcze, nie jęcz Kolekcjonuję skalpy łaków niczym pierdolony szejer Słyszysz szelest, otwierasz usta, bierzesz do buzi Luz man, podobno tak się robi w My Music Hajs tulić to przede wszystkim Ja robię rap dla ludzi, wy robicie za dziwki [Outro: RY23] Wszystkie cipy, cipki, miękkie tytki, półmózgi Długo by tu pisać o tym ile nas różni Wykończyłby w długopisie tusz mi się Więc odpuszczę se, to był dis volume tres
Rate this song
0/5.0 - 0 Ratings
Loading comments...
Credits
- Writers
- Rafi
- Kowall
- Galon
- Słoń (POL)
- Lont
- Shellerini
- RY23