Siekiera maczeta

Lyrics
[Zwrotka 1] Ten ostatni rok to była kurwa ciężka żenada Nie ma co udawać, czułem się tu jak ugotowana żaba Pierdolona pandemia i wszechobecna propaganda Sprawiły że chciałem przestać wierzyć w to że Bóg wybacza Teraz dopiero młodzi zaczną stąd spierdalać Ja tu wrócę, ale najpierw muszę wiatru w żagle nabrać Czuję niedobór witaminy D, niszczy mnie stres Nie wiem co by było gdyby nie CBD i CBG Plus rodzinne spełnienie Czuję wdzięczność i wkurwienie To co się tutaj dzieje to jest przecież ewenement Pozdro ziomki JLB, elo cytryna z drzewem Siekiera, maczeta, słoik za szelest albo w barterze Gdy stołeczne sekcje odradzały potęgę Wydałem dwa CD, winyl i kasetę dla Ciebie Socjopata nadal wszystkim wmawia że był zamach Czekam aż wyjdą nagrania które upokorzą chama O żesz ty! 83 policyjne suki Strzegą twojej dupy pod twym domem pozostawaj czujny W końcu przyjdzie tłum po Ciebie tak tak las w Makbecie Wkurwieni obywatele złapią Cię za te szkarłatne ręce Ja nie będę twoim jeńcem ani przydupasem Jak Was drażni was moja płyta to ją połamcie, a booklet spalcie Możecie umieścić ją na liście zakazanej Tak żeby minister wiedział komu przyznać ma dotację Ja staram się uśpić w sobie pragnienie zemsty Służą mi do tego fenix mini i chmiel żatecki Skurwysyny zawsze chcieli świat unicestwić Zważaj więc na czyny, nie bądź swego taki pewny Co by tu jeszcze spieprzyć? co by tu jeszcze spieprzyć? Zastanawia się oglądając zawody rodeo naczelnik Gdzie są nasze bilety? Kurwa gdzie są nasze bilety?! Zamiast gnić na uwięzi wolę cały świat zwiedzić Nie pozwolę by troglodyta wychowywał mojego syna Władza to jednoręki bandyta, więc wychodzimy z kasyna Czuję się w tym polskim Las Vegas przekopany jak mierzeja Pozdrawiam wszystkie mniejszości od cyklistów po wegan Ziomalu nie zamulałem, przygotowałem kilka bomb Nastąpią głośne detonacje, kiedy będę daleko stąd Tytuł nowego albumu Tede, tyle mogę Ci ziomek powiedzieć Tam szlak słodkiego dymu wiedzie, zawdzięczam to mojej kobiecie Bierzemy spadkobiercę, zostawiamy grecką tragedię Na emigracji jak Mrożek będę wypluwać co siedzi we mnie Wrócę bogatszy duchowo i pełen nowych inspiracji Myślisz że to ostatnie słowo, możesz nie mieć racji A póki co siedzę sobie na ósmym piętrze Zastanawiam się jak długo jeszcze kurwa to zdzierżę Piszę Antygonę choć nie jestem Sofoklesem Czuć zapach wojny domowej albo coś w ten deseń
Rate this song
0/5.0 - 0 Ratings
Loading comments...
Credits
- Writers
- Proceente