Michał

Album cover art for "Michał" by Penx

Penx - Rap, Polski Rap

Michał

5.7K Plays

Duration: 2:28

View ArtistView Album

Lyrics

Language:

[Zwrotka] Joł, ogarnij, bo wchodzę, co zacznie się zaraz Ogarniasz - to prawda, nie da wam zapomnieć Nie, nie, nie, się przed wami otworzę Tak, że zaczniecie utrwalać anatomię Ciężko mam na głowie, walka z ogniem Jak walka z czasem, zapytasz, gdzie mi się pali To nie trafia do mnie, wracam sobie z piekieł dać wam Ogień - to priorytet, przecież mnie diabli nadali To dobrze poryte, się nie zatrzymam za nic Wjeżdża pojeb, weź mnie, może, zapnij pasami Za przykład brany być nie chcę Mam szramy na bani jak każdy w tym mieście I gdyby nie rap, byłbym śmieciem Co? Póki co, nie koszę jakieś pęgi za to W tarczę już celować mi się nie chcę Choć fajne są punche, w powietrze, co tlen zabierają Mówią mi - "nie mów o pieniądzach, OK" Nie będę mówił o pieniądzach, OK Ty też mi nie mów o pieniądzach, OK Jak będę od Ciebie tu coś chciał, OK Zamknij kurwa ryj już, bo nie mogę znieść Cię Leżałem w parterze, typie, gdzie były pomocne ręce? Odliczałeś mi minuty tylko No bo chyba nie wiedziałeś, że osiągnę więcej Więcej, niż powroty pierwszym dziennym z vixy A wraz z nimi z wódy, kurwa, ciągłe nocne zejście Wiem, że pewnie nie wiesz jeszcze, o tym, o kim tekst jest Ale zrozum, właśnie sobie strzelam sobie w serce Ciągle pędzę, jebać schemat, jointy, kłamstwa Weź ogarnij, taka faza, bo nie kręcę No niezręcznie się poczułeś, to przypał, tak bywa No bo nadal nie wiesz, co jest pięć Pierwsza runda w walce dla Michała - wygrana Zrozum, no bo to jest, starcie moje z Penxem Co? Co, Rudy śmieciu? No, kurwa, jaki jesteś? Zły, wkurwiony, coraz gorszy dla najbliższych. Jaki jeszcze? Otwieram głowę Ci w końcu Chcę wiedzieć, co masz na myśli Michał obiera dziś drogę i z Bogiem Mówią mu nawet ci ateiści Mało, kto kuma te linie Nie wierzą już we mnie pytają - "Na co się piszesz?" Sorry, moja skrzywiona psychika Nie pozwala mi już prosto myśleć Pierdolę te fazy, bo mam dziś banię na trzeźwo Tak, żeby życia nie przeżyć I żeby życia nie przeżyć, nie wiedząc Po co jest życie, to raz Się zatrzymałem przez 5 lat już kiedyś Stuff z wódą, kurwa, tu rezał mi nerwy A dwa, żeby wiedzieć, z czego się żyje I znaleźć tę siłę, bo żyje się raz Obojętny dla brata I miałem w dupie, czy zaczniesz szkołę Tak było, czasem Cię wszystko przygniata A w głowie masz jedno, czy skończysz swoje Tak było, sorry Wojtek, naprawdę Też mnie to wkurwia, że sam nie zadzwonię Czasem widzę charakter po matce Mam ciężki strasznie, wiesz sam jak to jest Wjeżdża jak pojeb tam, wiesz (wiesz, wiesz) I, kurwa, naprawdę się cieszę Że w końcu wychodzisz na swoje i twardo tam stąpa I niech się ta scena zatrzęsie I niech się gonią frajerzy, bo nigdzie nie doszli Mówią, że Ci się nie uda Pewnie widziałeś, jak coś poszło nie tak, się śmiali Jak coś Ci idzie, to wkurwia Tak, mam tak samo - chwila refleksji Więc jesteś najlepszy, na razie, cześć Przez wymiar depresji jaką tutaj mam na bani To nic bardziej mnie nie cieszy niż to, że znalazłeś sens Mogłem tego nie pisać Lecz muszę w końcu te brudy wyrzucić Mam serce do walki i mózg rozjebany Już dawno mogłem się wkurwić i wrócić do żywych Przepraszam, mamo, za to, że nie byłem nigdy dobrym dzieckiem Chciałaś, bym poszedł na prawo, wolałem iść prosto w to co niebezpieczne To druga runda i chyba dorosłem 2 6 mam na karku i nic nie jest proste I jedynym propsem jest to Że bez trudu to mówię jak jest i co chcę Przekazać, najebany wracałem nad ranem O czwartej pytałem się - "Czy Ty to Ty?" Ty - "Jak zapomnieć, skąd się przyszło na świat?" I to wszystko prawda i strasznie przykro mi Wiem, że jeszcze będzie pięknie, wiem to Choć nie stoję przed lustrem, się chwytam za głowę I wiem, że widzisz siebie we mnie, wiem to Od kiedy ja już nie widzę siebie w sobie To nie tak, że ojciec nie był wzorcem dla mnie Chociaż teraz w sumie jak tak patrzę w przeszłość Nie mogę być zły na to, że nie miałem zawsze tego, co chcę Wiem, że było zawsze ciężko Byłeś wkurwiony na to Że nie możesz dać nam wszystkiego Musiałeś ogarniać syf, dzięki temu skurwysyny Właśnie, wiesz, teraz mi nie mogą zabrać nic Kurwa, naprawdę się cieszę Chociaż to jest trochę taki śmiech przez łzy Zawsze płakałem ze śmiechu Jak mówili o Tobie, że jesteś zły Stać mnie, zagnę ich, łatwo być dumnym Jak do celu lajtowa droga W największym bagnie stanąłbym na głowie By ktoś, kogo kocham mógł stanąć na nogach Miałem nie nawijać o pieniądzach, OK Powiesz i pewnie to jest denne, OK Ryju, nie nawijam o pieniądzach, OK Nawinąłem o tym, co jest cenne, OK Ciężki mam charakter, wiesz o tym Najlepiej się czuję, jak się mocno wkurwię Ale pomagam innym, bo lubię A sobie ziomeczku już czasem nie umiem Spaliłem w życiu sobie parę mostów Przez to się kurwy odcięły i beka Buduję napięcie, jak to zakończyć Wiem jedno, że dzieli nas przepaść Niektórzy nie mówią mi wiele przez to Że przez to jak mówią mi wiele Ich słowa nie mówią mi wiele I szukają sensu i sami się gubią skurwiele Słuchacze myślą, ze wdupcam mefedron na okręt I banie mam zrytą przez ścierwo Beką jest to muszę powiedzieć jedno tak w ogóle Że każdy tekst jest pisany na trzeźwo Mówią, że jestem geniuszem Ślepo w to wierzę i chociaż nie muszę I szczerze, przy Noblu się, kurwa, nie widzę Ten rap to dynamit, bo w końcu rozdupcę Stop [Tekst i adnotacje na Rap Genius Polska]

Rate this song

Rate this song

0/5.0 - 0 Ratings

5
0.0% (0)
4
0.0% (0)
3
0.0% (0)
2
0.0% (0)
1
0.0% (0)

Loading comments...

Credits

Writers
  • Penx