manicure

Album cover art for "manicure" by Koza

Koza - Rap, Polski Rap

manicure

0 Plays

Duration: 4:18

View ArtistView Album

Lyrics

Language:

[Intro] Chyba muszę wyjść Okna mnie gryzą krawędziami szyb Roluję spliff, patrzę na nic Liczę, że zrozumiem syf Liczę, jak mijają dni I budzę się tylko po to, by zasnąć Widzę za dużo, żeby widzieć jasno Nie mam niczego na własność [Zwrotka 1] Miasto stoi w gardle, miał być filet Co mnie nie wzmocni, to mnie zabije Ciągle nachodzą mnie wizje białych ścian, prostych żyć i trudnych zwycięstw Dobrze znam świat — gratyfikacja jest narkotykiem Zwijam się w kokon jak Metapod To grzeje banie jak metadon Jak myślisz, że będziesz miał hella hoes Zostając raperem, to popełniasz błąd Zobacz, człowieku, ja chodzę w piżamie Wygięte żebra — mam to wydziarane Moje historie napiszą się za mnie Inaczej dawno bym spisał testament [Refren x2] Zrób manicure, rzuć szkołę, zostań artystą Kup mały domek w górach, karm psa wegańską pizzą Chodź na długie spacery, słuchaj Dona Cherry Miej amerykańskie swetry i japońskie adaptery To jest krok w mrok, mierzę własny wers w latach świetlnych Wierzę w zło i w to, że kiedyś jego miara nada sens mi Nie czuję się konieczny tutaj, mogę rano nie wstać Pikuję w stronę piękna, pikuję w stronę piekła [Bridge] Chyba muszę wyjść Okna mnie gryzą krawędziami szyb Roluję spliff, patrzę na nic Liczę, że zrozumiem syf Liczę, jak mijają dni I budzę się tylko po to, by zasnąć Widzę za dużo, żeby widzieć jasno Nie mam niczego na własność [Zwrotka 2] Zbudowałem dom w spokojnym miejscu Muszę tylko znieść już nań materiał Muszę tylko zejść, by spotkać się znów Z tym, co jest potrzebne mi do szczęścia Mówi do mnie gorzko boazeria Buntowniczym tonem pcham odmowę Światła oniemiają, rwąc nam ścięgna Wysysają łzy klatki schodowe Z widokiem na nic. Lecz nic dalekie Donoszę ten krzyż przez myśli pętle W nadziei, że usłyszysz pieśń o piekle W nadziei, że usłyszysz pieśń o pięknie Moje dłonie — glony, słowa — pleśnie Dzisiaj tracę dotyk, tracę ciało Każdą moją cząstkę wchłania chaos Himeryczny głos rozjaśnia stałość Dobiega mnie stąd, skąd epitafium Niebo drży i złoci się, spadając Chyba już nie mogę nigdy zasnąć By się wnet na nowo nie stać marą Ja chcę tylko kiedyś spotkać życie Jakim je można spotkać, czując zachwyt Pewnie mnie już więcej nie zobaczycie Napisano i wysłano z tratwy

Rate this song

Rate this song

0/5.0 - 0 Ratings

5
0.0% (0)
4
0.0% (0)
3
0.0% (0)
2
0.0% (0)
1
0.0% (0)

Loading comments...

Credits

Writers
  • Koza