Na wspólnej

Lyrics
[Zwrotka 1: Goślina] Głęboko w środku umysł rozdarty Jak na nowo los rozda karty Jak cel namierzyć w którym kierunku Na rozstaju dróg niczym w ślepym zaułku Dni pełne bólu jeden po drugim To tu to tam rosnące długi Patrzę przez okno ulica moknie Na wodzie efekt jak kropla ją dotknie Sypiam nerwowo od wielu lat Złowrogie sny przez chory świat Sam pośród warst mentalnej ciemności Zajobem znieczulam odcienie szarości Joł [Zwrotka 2: Kaczmi] Latka lecą a czas czasem zamiera Ktoś się włóczy a ktoś się poniewiera Wczoraj był piątek a dzisiaj jest niedziela Co rok tak kręci się życia karuzela Kiedyś jak gazela dziś znaczony czasem Dzisiaj ulicami kiedyś borem lasem W księżyc zapatrzony powstają wspomniеnia Jedno małe zdarzeniе tak nagle wszystko zmienia Pole widzenia gdzieś poza granicę Których nie dojrzą nawet Twoje źrenice Kiedyś wielkie cyce dziś głowa na karku Kiedyś nie sprawdzałeś czasu na zegarku Tak jak w garnku coś czasem się spali Tak też w życiu czasem nie wypali [Most: Kaczmi] Takie jest to życie każdy sam wybiera Jakie plony w swoim czasie zbiera Takie jest to życie każdy sam wybiera Jakie plony w swoim czasie zbiera [Zwrotka 3: Kamień] Jestem coraz bliżej żeby skończyć i odpocząć Nocą gdy nie mogę spać zaczyna się w mózgu gra Hardcore wersja analiza potem wchodzi schiza Dzisiaj sobie w pizdu porządnie naubliżam Mam dość i to kurwa nie są żadne 'co się stało Coś ważnego nie zaproszę Cię dzisiaj na jednego Coś pękło stworzyłem sobie własne małe piekło Czy czuje się dobrze, kurwa, nie sądzę Oczami wyobraźni widzę swój własny pogrzeb Autodestrukcja włączona misja będzie skończona Szansa spierdolona liczyła się tylko ona Teraz nie mam już nic pękła ostatnia nić Wszędzie obce twarze dla nich nic nie znaczę One dla mnie też życie dało mi test Ujebało mnie w z moją dużą pomocą Przepraszam kochanie nie podjadę złotą karocą Czekam na pociąg to jazda w jedną stronę Szczęście zniszczone kości zostały rzucone [Zwrotka 4: Kfuck] Sorry Kaczmi weź mi wybacz mi Piszesz do mnie rymuj napisz coś zacznij Już w listopadzie się za to zabrałem Dwa rymy miałem nad trzecim myślałem Dobre sobie z tym tempem się wyrobię W grudniu wisi karze ściągać z sieci Motyla noga jak ten czas leci Jak ten czas płynie czas myśleć o zimie Deszcz już nie pada tylko śnieg pada A mi wcięło tą kartkę z listopada Z nowym rokiem piszę tekst od nowa Już minęła marca połowa Kiedyś takie rymy wypadały mi z rękawa Teraz nie pomaga browar ani kawa Nie pomaga poranna gimnastyka Tekst się pojawia i w koszu znika Ostatnie moje wersy pisałem jeszcze z wami Ale to było dawno przed wiekami Teraz lubię Whiskey taniec towarzyski Nie działają na mnie małolatek piski I nie nadążam nawet za tym bitem Chyba jestem rapowym emerytem [Zwrotka 5: Kosa] Zatłoczone miasto na skrzyżowanych ulicach Czasami uważane za błądzące w dwóch obliczach Zielone światło się w poprawia Tak to jest i tu jest moja kawa Jadę do przodu może nie wiesz Może wszystko a może Siewierz Od Siewierza do przodu Nie czujesz już żadnego smrodu 2009 Poznań Poznaj wszystkich emerytów [Zwrotka 6: Fazi] Tak zawsze wiedziałem że jesteś wyjątkowa Jak kolekcja od [?], zanika mowa Wybucha głowa Ty niby przypadkowo Zawsze się czeka tylko na to jedno słowo Pada deszcz ta nic tu nie widać Będzie mógł zawsze na dachu świata pływać Tylko podziwiać nie bać się już burzy Twoja skóra jak kolce róży To na tchórzy joł pompujesz to z kałuży I się wróży tak by nie dotykać burzy To na tchórzy joł pompujesz to z kałuży By nie dotykać burzy
Rate this song
0/5.0 - 0 Ratings
Loading comments...
Credits
- Writers
- Goślina
- Kaczmi
- Kamień
- Kfuck
- Kosa NAS
- Fazi