Abonent czasowo niedostępny

Album cover art for "Abonent czasowo niedostępny" by Fundacja nr 1

Fundacja nr 1 - Rap

Abonent czasowo niedostępny

2 Plays

Duration: 4:23

View ArtistView Album

Lyrics

Language:

[Intro: Ward] Zbieżność postaci i zdarzeń jest nieprzypadkowa i zgodna z rzeczywistości [Zwrotka 1: Ward] Nie wiedzieć czemu ludzie z ulicy znikają Błędy popełniają, różne świństwa ćpają Już im nie wystarczy zwyczajnie skuć się fają Mocniejszych wrażeń wciąż się domagają Ilu starych ziomków dziś jak przez lufcik wygląda Czają się, skradają, świrują Jamesa Bonda Pasty do zębów, kawy i kurwa herbaty Łupią wszystko równo, znają się dobrze na tym Komisariaty, sądy i kurwa kolegia Wyjebane mają byle by naćpana gęba Żal mi na to patrzeć, to nie to, że potępiam Żaden z nich już dziś nie pamięta O prawdziwych melanżach, o mistrzowskich kolędach O przyjaźni, szacunku i lojalności Dla nich tego nie ma, mówi to coś ci? Z kości na ości już chyba nie schudną Sami się wjebali w te parszywe gówno Nic im nie pomoże, bo w głowach mają mętlik Dopóki tkwią w tej szalonej pętli Wierzę, że są tylko czasowo niedostępni [Zwrotka 2: Mieron] Początek tragiczny, dla wielu kosmiczny wątek Kiedy to początek, lata '90 Dzisiaj to widoczne najwyraźniej jest niestety Wiele osób wtedy pomyliło priorytety Wiele osób teraz tak wygrzanych, że o rety Pierdolona moda, zdrowia ona nie odda Wtedy nie myślał, myśląc sobie, się poddał Bez wahania cała bania do zreperowania Do wymiany, bez wymiany możliwości Zryty czosnek, schizofrenia po całości Teraz zamiast biegać hulasz tutaj gracz Grzeje grube dupsko w domu kurwa mać Smutne i prawdziwe jednocześnie Gdzie jest przyczyna narkołyki za wcześnie Nie wiem, nie chcę wiedzieć Nie byłem tak głupi by w tym syfie siedzieć [Zwrotka 3: Jaźwa] To jest rozdział opowieści następny Ma... pager zawsze był dostępny Dla wszystkich chłopaków był dobrym ziomkiem Na osiedlu każdy przybijał z nim piątkę Lecz pewnego dnia sięgał życia dna Z nikim ani z niczym już się nie liczył Złe czasy, pojawiły się dragi Za kupę kasy poświęcał im dużo uwagi Od wielu lat rozjebane przyjaźnie Nic dla Ma... nie było wtedy ważne Wierzyłem w niego jak w siebie samego Dałbym rękę uciąć, byłbym dziś kaleką W domu jatka, on zimna klatka Kradziona szamka, z CPN'u kanapka Zapłakana matka chciałaby mu pomóc On do siebie nie dał zbliżyć się nikomu Abonent czasowo niedostępny, myślał sobie Do kurwy nędzy co ja ze swym życiem robię Dalej o Ma... wątku nie rozwijam Jeszcze mi ktoś wytknie, że z prawdą się mijam Dla mnie jest tylko czasowo niedostępny Dopóki tkwi w tej szalonej pętli Przez wielu wyklęty wciąż wierzę i wierzyłem Że się odnajdzie tak jak ja to zrobiłem [Zwrotka 4: Felipe] Śmigał po osiedlu taki jeden fafarafa Lubiał nastukańcom stresu przysparzać Gdy się pojawiał to była [?] Nie znała granic jego fantazja Z pasją opowiadał co to nie on I jakie ma plecy, że jego znajomi To Pruszków i Wołomin, wszędzie szukał hecy Na ławkach pod klatką lubił przed nosem Powybijać klamką by po chwili przybić piątkę On na siłę chciał być ziomkiem A być ziomkiem to przecież nie fach Zamiast szacunku wolał budzić strach Chyba się uważał za Ala Capone A ten bakłażan nie był nawet pionem Ciap ciaba rach minęło kilka lat Jak kamień w wodę zaginął po nim ślad Dziś jest tylko wątkiem dla tego tracka I pluję sobie w brodę Jest jeszcze coś a propos tej kwestii Takich skakańców niestety jest na pęczki Dla nas ich abonent jest wiecznie niedostępny

Rate this song

Rate this song

0/5.0 - 0 Ratings

5
0.0% (0)
4
0.0% (0)
3
0.0% (0)
2
0.0% (0)
1
0.0% (0)

Loading comments...

Credits

Writers
  • Ward (POL)
  • Mieron
  • Jaźwa (POL)
  • Felipe (POL)