Junior manager

Album cover art for "Junior manager" by Fonciak

Fonciak - Rap

Junior manager

2 Plays

Duration: 3:36

View ArtistView Album

Lyrics

Language:

[Zwrotka 1] Pisałem tę płytę w najgorszym okresie życia Jak nie była to depresja, współczuję naprawdę chorym Dziwnie słyszeć to od wiecznie wesołego typa Ale co zrobisz jak w tej pozie najlepiej na zdjęciach wychodzisz Edukacji koniec to przyjemny moment Ale nie wtedy, gdy czujesz, że straciłeś pięć lat Poza miłością życia ze studenckiej auli ziomek Nie znajduję żadnych plusów, za z to pięć wad Trzy godziny dziennie w autobusach Koleżanki z liceum, gdzieś na Erasmusach Ze Słodowca jeszcze tramwaj, kilometr z buta I znowu słyszę o wykładach, ćwiczeniach, licencjusza W kieszeniach połowa pieniądz starych i drobniaki ze staży Jeśli ktoś miał w ogóle na to czas Choć głową raczej w studiach tatuaży Zadymionych barach, w trakcie rozmów, które traktujemy jak konfesjonał [Refren] W indeks zbieram podpisy jak autografy Winne wiecznie obrażone dziekanaty Wyższe wykształcenie, nie musi być pełne Jak piwo w kuflu, które piliśmy w pełnie Toast za puste kieszenie, studia dzienne Wszystkie guwno prace, których też nie cierpię Kolejny październik, nigdy nie wracamy na aulę Szczerze myślę to nie był czas dla mnie [Zwrotka 2] Junior Manager od kurwa wszystkiego Przynoszę złoto od klientów Dostając chuj z tego I trochę dziwnie, że uczyłem się pięć lat Po to by praca fizyczna zapewniała wyższy standard Gadałem o tym już na Atlf4 Ucz się dzieciaku lub pilnuj swojej kariery Ja nie zrobiłem żadnego z tych wtedy Dlatego na Połczyńskiej dalej stoją dwie bezpańskie Carrery Choć szczerze nie jestem fanem motoryzacji Od roku spod klatki patrzy na mnie Maserati Które jest moim motorem napędowym jak wstaję rano Myślę "kochanie jeszcze będziesz moja" Myślę "kochanie dobrze, że jesteś moja" Nie trafił Ci się frajer, co przy pierwszych upadkach kuca Przytrzymuję chwilę dłużej powietrze w płucach Życie będzie dobre jak napisał mi kiedyś słuchacz [Refren] W indeks zbieram podpisy jak autografy Winne wiecznie obrażone dziekanaty Wyższe wykształcenie, nie musi być pełne Jak piwo w kuflu, które piliśmy w pełnie Toast za puste kieszenie, studia dzienne Wszystkie guwno prace, których też nie cierpię Kolejny październik, nigdy nie wracamy na aulę Szczerze myślę to nie był czas dla mnie [Zwrotka 3] Przed magisterką z kierowcą 112 mogliśmy się zwierzać On mi o dzieciach i żonie ja o sesjach I o tym, że za moment przestanę jeździć trasą przez Grota Roweckiego Że to ostatni parasol jaki zostawiłem przy wysiadce Po nieprzespanej nocy, bo za dużo alkoholu na ławce A o ósmej na Dewajtis mam zerówkę i fakultet Wymianę uprzejmości w dziekanacie Znów usłyszę, że wszystko odkładam tu na później To akurat prawda Te numery przeczekały rok w szufladkach W tym momencie moja uroczysta deklaracja Nigdy więcej nie będę przetrzymywał utworów Pożądał utworu bliźniego swego, ani żadnej rzeczy która jego jest W ten oto sposób zamykam ten tekst Wyższa uczelnia całkiem spoko jest [Refren] W indeks zbieram podpisy jak autografy Winne wiecznie obrażone dziekanaty Wyższe wykształcenie, nie musi być pełne Jak piwo w kuflu, które piliśmy w pełnie Toast za puste kieszenie, studia dzienne Wszystkie guwno prace, których też nie cierpię Kolejny październik, nigdy nie wracamy na aulę Szczerze myślę to nie był czas dla mnie

Rate this song

Rate this song

0/5.0 - 0 Ratings

5
0.0% (0)
4
0.0% (0)
3
0.0% (0)
2
0.0% (0)
1
0.0% (0)

Loading comments...

Credits

Writers
  • Fonciak