Sylwetki - Abradab

Lyrics
Marcin Marten, ur. w 1978 roku w Katowicach. Raper i producent, członek Kalibra 44, najpopularniejszego zpionierskich składów hiphopowych. Autor pięciu solowych płyt, ceniony za bogate słownictwo, nieprzewidywalną metaforę, poczucie humoru i szczebiotliwy, wartki flow. K44 już na debiucie wypracował własną, choć porównywaną z dokonaniami zza oceanu koncepcję rapu, opatrzoną przez samych zainteresowanych terminem "psychorap". Niepokojące beaty do pary z wokalną nadekspresją i całą mistyczno-romantyczną otoczką zwróciły uwagę wielu – od Michała Urbaniaka po Kazika Staszewskiego, który później zatrudniał trio w roli supportu przed występami formacji Kazik na Żywo. Wydany w 1996 roku nakładem SP Records materiał "Księga Tajemnicza. Prolog" zraził do zespołu część hiphopowej publiczności, ale przy tym trafił daleko poza nią. Słyszalne narzekania na "wyjców" przyćmił sukces krążka – sprzedaż przekraczająca 100 tysięcy sztuk, nominacja do Fryderyków w kategoriach fonograficzny debiut roku i album roku – muzyka alternatywna, miano najlepszego nowego wykonawcy przyznane przez czytelników opiniotwórczego wówczas magazynu "Brum". Zespół otwierał warszawski show legendarnych Run-D.M.C. w 1997 roku50, jednak hiphopowców przekonał dopiero drugim w dorobku krążkiem "W 63 dni dookoła świata", wydanym w następnym roku – produkcja była bujająca, bliższa kanonom gatunku, style ujęte w ryzy, a zabawa słowem rozwinięta do stopnia na scenie wówczas niespotykanego. Efekt? Status złotej płyty, kolejna nominacja do Fryderyka, zaproszenie od nestora stołecznej sceny rapowej DJ-a 600V i singlowy "Film" buszujący po liście radiowej Trójki. Trzeci album, "3:44", choć odnotowywany na liście OLiS i nagrodzony w końcu przez fryderykową kapitułę, był epigoński. Powstawał już bez Magika, bez pełnego zaangażowania Joki, dał za to przedsmak solowych dokonań AbradAba. Najlepsze na płycie "Konfrontacje" i "Wena" były produkowane i rapowane wyłącznie przez niego. Pięciopłytowy solowy dorobek katowickiego artysty (każda z pozycji znalazła się w zestawieniu najlepiej sprzedających się płyt) to brzmienie implantujące reggae i elektronikę, coraz chętniej budowane na partiach granych na żywo, prowadzące w rezultacie do stworzonego wraz z całym bandem albumu "Extravertik". Single "Miasto jest nasze", "Rapowe ziarno 2 (Szyderap)", "Mamy królów na banknotach" czy nagrane wespół z Voo Voo "Wszyscy muzycy to wojownicy" pomogły ugruntować pozycję Martena. W 2011 roku zaproszono go na Off Festival, zaś w 2013 reaktywowany Kaliber 44 (po wcześniejszych przymiarkach, ta wydaje się właściwa) wystąpił na głównej scenie Open'er Festival. AbradAb rapować zaczął w 1991 roku, kiedy był jeszcze w szkole podstawowej. Pięć lat, które dzieliło ten moment od jego debiutu, było okresem burzliwych poszukiwań w gronie podobnych mu pasjonatów. – Mieliśmy gotową kasetę. Moralizatorski, małolacki materiał powstał przy pomocy Commodore'a 64 i nie mieścił się na "sześćdziesiątce". Podpisany był jako Triangle of the Truth, choć na samym początku nawijaliśmy jako Young Rappers. Potem byliśmy Trójkątem Prawdy, przez chwilę V3, jeszcze później Ułamkiem Tarcia – wspomina dAb. Wreszcie w 1993 roku pojawiła się nazwa Kaliber 44, służąc początkowo ilustrowaniu muzyki, którą sam zainteresowany określa mianem "uliczno-złodziejacko-lumpowskiej". Jego twórcy nie lubili muzycznych granic. Nie mieli oporów, żeby grać na jednej scenie czy w jednej kanciapie z hardcore'owym wówczas zespołem Frontside. Dla Michała Urbaniaka, swojego niedoszłego wydawcy, nagrali z kolei własną wersję kolędy "Jezus malusieńki". Gdy w 1996 ukazała się "Księga Tajemnicza. Prolog", twórcy nie używali w jej kontekście słowa hip-hop. To był "hardcore psychorap". Wyłonił się z oparów marihuany i miazmatów czytanej przez dAba i Magika literatury fantastycznej. Zdaniem twórców, nie był próbą przeniesienia horrorcore'u Gravediggaz czy brudno brzmiących płyt Wu-Tang Clanu i Cypress Hill, choć podświadoma inspiracja nimi wydaje się dobrym tropem. Ideologia romantyczna, w tym symbolika dwóch czwórek, dotarła do Kalibra dopiero później. Zespół ucieszył się tym, jak dobrze pasowała. Sukces artystyczno-komercyjny nie sprawił jednak, że chętnie zmieniająca konwencję grupa starała się przy psychorapie pozostać. – Poczuliśmy, że materiał z drugiej płyty chcemy zrobić inaczej. Nad nowym stylem pracowaliśmy ze trzy lata. Na długo przed premierą, już w 1997 roku ogrywaliśmy nowe kawałki na koncertach, wyrzucając rzeczy z debiutu. Sporo ludzi się wkurzało – wyjaśnia dAb. W jednym z wywiadów Joka, jego rodzony brat i kolega z zespołu, tłumaczył zabawnie, że "Magik zrozumiał, że był minus, a on się już się nie obawia". To była aluzja do największych hitów formacji: traktującego o wyniku badań na HIV "Plus i minus" i rapowego odpowiednika "Wielkiej improwizacji" – utworu "Moja obawa". "W 63 minuty dookoła świata" (1998) nagrywano w stolicy. – Tak naprawdę hip-hop zobaczyliśmy w Warszawie. Tu był sklep "Wielka płyta", tu było inne podejście. Pamiętam, jak po raz pierwszy trafiła nam do domu płyta A Tribe Called Quest51. Joka tego posłuchał i zapytał: "Co to jest za pedalstwo?!" Wtedy dobry był Tim Dog, N.W.A.52, takie rzeczy. – wspomina dAb. Drugi krążek K44 bliższy był już ATCQ. Brzmiał pozytywnie, bardzo hiphopowo, korzystał z wieloznaczności i podobieństwa brzmieniowego słów, z aliteracji i instrumentalizacji głoskowych. Będący wizytówką wydawnictwa "Film" do dziś stanowi popis formy. Przekaz stał się kwestią drugoplanową, stąd wówczas pogardliwa, dziś zupełnie neutralna etykietka "rymów o rymach". Po premierze z grupy odszedł Magik, co było naturalną konsekwencją rozłamu, który nastąpił jeszcze podczas nagrywania "W 63 minuty dookoła świata". Ostatnie sesje były dziwne, Magik przychodził, nagrywał i wychodził. Wcześniej album powstawał przy dużym jego udziale. Panowie z DJ-em Feel-X-em wynajmowali hotel, stawiali komputer i robili razem beaty. Tyle że Feel-X wrastał w zespół, a Magik zaczął odpadać. Trzecia płyta "3:44" (2000) zwiastuje z kolei wycofanie się z Kalibra 44 Joki. – Na trzecim Kalibrze znalazły się już utwory pisane przeze mnie z myślą o solówce. Ja marzyłem o niej od dawna, a zespół zaczął nam się rozklejać. Joka potrzebował przestrzeni – wyjaśnia AbradAb. Deficyt zwrotek Joki maskował udział towarzyszących K44 na koncertach freestyle'owców, Wujka Samo Zło i Człowieka Nowej Ery, z którymi bracia Marten założyli Baku Baku Skład. Było jednak słychać, że członkowie grupy działają obok siebie, nie ze sobą. Brakowało chemii, szczypty szaleństwa. Nie ma jednak tego złego, co by na dobre nie wyszło. Po emigracji Joki zacieśniła się przyjaźń dAba z Gutkiem, wokalistą reggae'owym, wcielonym w szeregi Baku Baku członkiem Indios Bravos. Marcin odkrył dzięki temu karaibską pulsację i zaczął słuchać jej więcej od hip-hopu. Cztery lata dzielące "3:44" od solowego "Czerwonego albumu" (2004) były czasem rozwoju – muzycznego i technicznego. – Nie chciałem wcale, żeby "Czerwony..." był delikatniejszy, bardziej melodyjny. Tak wyszło, co tylko odzwierciedla, czego słuchałem, i jak przez cztery lata zmienił się mój gust. Kupiłem też sobie maszynkę do robienia beatów, bo wcześniej korzystałem z komputera i programów. To wiele zmienia w tym, jak muzyka brzmi. Tak jak miejsce jej słuchania. Z czasem w domu zacząłem potrzebować ciszy, więc raczyłem się muzyką w samochodzie – tłumaczy Marten. Sukces kawałka "Miasto jest nasze", a zwłaszcza emitowanego chętnie w telewizji VIVA "Rapowego Ziarna 2" dał mu poczucie swobody, zachęcił do eksperymentów z innymi gatunkami, zapraszaniem gości. O ile wydana w 2005 roku "Emisja spalin" wydawała się jeszcze możliwie bezpieczną kontynuacją solowego debiutu, tak "Ostatni Poziom Kontroli" (2008) był skokiem na głębszą wodę. dAb nie skorzystał tym razem z usług oficyny Sławomira Pietrzaka, a do tego zdominował produkcję, urozmaicając ją zarazem partiami zaproszonych instrumentalistów. Dość abstrakcyjny, najwięcej od słuchacza wymagający album w jego dorobku nie uzyskał odpowiedniego wsparcia promocyjnego. Oczekujący wówczas drugiej córki artysta za dużo wziął na swoje barki. Co gorsza, miał poczucie, że "O.P.K." został słabo przyjęty i słabo zaistniał na rynku. Był już zmęczony płytami powstającymi według podobnego klucza, znudzony własnymi podkładami i czekał na impuls. Ten dał mu O.S.T.R. Dwóch gigantów polskiego rapu połączyło siły, by stworzyć album wierny klasyce gatunku, może nieco zachowawczy, za to dobrze funkujący. Podczas gdy łodzianin odpowiadał za warstwę muzyczną, raper zKatowic zapełniał podkłady zwrotkami. Tak powstał "Abradabing" (2010). – Super odskocznia, najlepsze, co mogło mi się wydarzyć. Mega harmonijna współpraca, może dlatego, że pozwoliłem O.S.T.R.-owi być producentem w stu procentach. Nie było zresztą żadnych kłótni o beaty, dostawałem ich tyle, że mogłem przebierać. Jedynym problemem był cykl pracy. Ja wstawałem o dziewiątej rano, Ostry cztery godziny później – wspomina AbradAb. Po premierze mógł z satysfakcją patrzeć, jak "Mamy królów na banknotach" wspina się wysoko na liście przebojów III Programu Polskiego Radia, upewniając się co do słuszności swojego wyboru. Ostatni jak dotąd w dyskografii rapera "Extravertik" (2012) jest pierwszym albumem Martena nagranym w całości z zespołem. Twórca nie byłby sobą, gdyby na etapie produkcji nie podciągnął krążka pod swój gust, choćby poprzez podmianę brzmień perkusiście. Na żywo ta płynąca, stonowana muzyka nabiera ponoć rumieńców. Na jej potrzeby dAb ukuł termin "rap'n'roll".
Rate this song
0/5.0 - 0 Ratings
Loading comments...
Credits
- Writers
- Marcin Flint