LUXURIA

Lyrics
[AK-47] Zdarzało mi się mieć nieczyste myśli wobec innych Przez co zawsze czułem się winny Czułem się inny Czułem ten lęk, a ten lęk był bardzo dziwny Do tej pory czuję go mimo że jestem prawilny Albo mi się wydaje Jak tu żyć zgodnie z prawem, samym sobą Od zawsze własnych zasad się trzymałem Prawą stroną szedłem, mimo to zasady łamałem Do góry z głową iść nie szedłem Wierzyć w siebie przestałem Przez co wiele błędów popełniłem I już zapomniałem jak to było Teraz uczciwym być chcę A przyczyna nie bycia w porządku Nie jest kwestią matczyną – od matuli mam dobre cechy A cech przez które miną mój czas są winą mojej słabości I w każdym z nas ta słabość jest Ona jest w gotowości Wystarczy zrozumieć sens i użyć swej mądrości By dotrzeć do silnych stron swej osobowości [ref.]2x Nieczystość w tobie tkwi od podszewki Po litry krwi, po jej zgrzewki Nie jeden z ciebie drwi że taki jesteś, lecz się nie martw On sam z siebie kpi bo tez tkwi w jego wartościach mentalny nieład Niech nie oceniają, dbam o siebie jak dbają moi bliscy Od nich dostałem kodeks moralny Jeden z nich zniszczył go – zepsuło to moje wrażenie Jak być w porządku wobec drugiego by czuł spełnienie Co ty powiesz, to ja I czego się dowiesz Bowiem nie byłeś fair I to spędzało sen z powiek Tobie A przez to paranoje wjeżdżały na głowę Człowiek to słaba istota i coś ci powiem Kochasz swoją Anię, dla niej rzucisz Rzym pod nogi Nie przestaniesz jej kochać, staniesz na głowie by bronić jej Czy mnie słyszysz? Tobie składam hołd w podzięce Nie ma emocji nieczystych Podarowałem ci serce z duszą I nieczystość przepadła A czy muszą inni tego słuchać Muszą, bo tyś moją muzą Już rozumiesz, tyś ma oazą spokoju mą i mą burzą Przy mnie jesteś bezpieczna, nie kochasz mnie na próżno [ref.]2x Nieczystość w tobie tkwi od podszewki Po litry krwi, po jej zgrzewki Nie jeden z ciebie drwi że taki jesteś, lecz się nie martw On sam z siebie kpi bo tez tkwi w jego wartościach mentalny nieład [Dr. Sylwester] Nie rozmawiam z tobą, gdy wątpię w co wierzę Ciężko mówić o tym co na duszy leży Moje myśli wobec Ciebie nie są szczere Co będzie z nami? Nie wiem Okłamuję siebie Kochanie, nie ma życia bez problemów Tak jak ludzi bez grzechów Pytam Boga: czemu w realnym życiu i w snach nieczystość siedzi w nas Że ludzkie pokusy to często zły szlak Ja wybrałem właśnie ten, teraz zmawiam pacierz A Ty? Którą obierzesz od ciebie zależy Za karę ranę solę, bo nie jestem ideałem Kiedyś serce kochane, teraz skamieniałe Talent do rozczarowań po latach poznałem Świadomie dusze osoby Bliskiej skradłem Z jedną w łóżku lezę a z drugą siedzę w kinie Dla mojej i tej nieznajomej w nieczystości gniję [ref.]2x Nieczystość w tobie tkwi od podszewki Po litry krwi, po jej zgrzewki Nie jeden z ciebie drwi że taki jesteś, lecz się nie martw On sam z siebie kpi bo tez tkwi w jego wartościach mentalny nieład [Dr. Sylwester] Kłamać nie potrafię Dlatego to rozstanie Bez wytłumaczeń, kłótnie prostym rozwiązaniem By nie ranić Cię Sam tonę w tym bagnie Po stracie doceniłem ile życie warte Kochanie, patrzę w lustro, czuje się jak gówno Po chwili nuda Czas się spotkać z inną dupą Nie wiem w co już gram, wódę we krwi mam Taniec z diabłem trwa, rozpoczynamy bal Brudne nieczyste myśli, jak ręka szatana To wcielone zło siedzi w naszych ciałach Tam gdzie pokusa, gdzieś dalej boska kara Za grzechy nie żałuję, winny się spowiada Tak sobie wmawiam, serce nie sługa Znów zamiast uczuć na drodze obłuda Zerwana róża ukłuła moje serce Nadając sens że życie jest lepsze [ref.]2x Nieczystość w tobie tkwi od podszewki Po litry krwi, po jej zgrzewki Nie jeden z ciebie drwi że taki jesteś, lecz się nie martw On sam z siebie kpi bo tez tkwi w jego wartościach mentalny nieład
Rate this song
0/5.0 - 0 Ratings
Loading comments...
Credits
- Writers
- AKASH (POL)