Ślepy zaułek

Lyrics
[Zwrotka 1: Romek THS] Planeta ziemia, ślepa ulica ciemna Odcięta jak spacerniak Znowu komuś dzisiaj nogi spętała gehenna Dałeś późno po heblach, miałeś pecha Teraz masz lament matki i płacz Patrz następnym razem uważnie Mówię poważnie, znam ten ból Nieraz sam byłem w impasie Traciłem zasięg, robiłem głupstwa Wódka czysta, koka z lustra Agresja, urwany film, impreza tłusta Bo chyba każdy wie, co to pokusa Ślepy zaułek, ulica bez wyjścia Od życia po twarzy z liścia Wyłapał niejeden naiwny jeleń Ten co w kasynie hajs, pieniądze wszystkie Postawił na wysokie, padło na niskie Cały dobytek rozesrał, przepuścił z dymem Po czym założył sznur, pętlę włożył na szyję Pożegnał się ze światem, zostawił rodzinę Jednym słowem wjebał ich na minę, tyle... [Refren] (x2) Więc uważaj, uważaj żeby Nie porwał cię wir, zaskoczył zaułek ślepy Niby wszyscy to wszystko wiemy Pomimo to dalej w to bagno brniemy [Zwrotka 2: Suja] Wypluty, struty, dzień po dniu źle się czujesz Ślepy zaułek, kolejny zaułek ślepy Używki, na baletach krechy Długie ściechy z lustra preferujesz? Myślisz, że wszystko kontrolujesz? Sam siebie oszukujesz, życie swe rujnujesz Prowokujesz los, co tydzień torba, tabletka, drops Ładny klops, nie zaprzeczysz Przyznasz, lubisz zajebać w nos Aż się włos na głowie jeży To jest właśnie zaułek ślepy Bardzo silne leki lekarz Przepisuje ci recepty na skołatane nerwy Psychotropy i wino Pomyśl do czego to doprowadzi dziewczyno Bardzo szybko wylądujesz w psychiatryku Jak po kielichu wielu alkoholików skoczyło z dachu Mówisz bez strachu w życiu Ślepych zaułków więcej niż na dzielnicach Bloków, psów, ćpunów i prochów [Refren] (x2) Więc uważaj, uważaj żeby Nie porwał cię wir, zaskoczył zaułek ślepy Niby wszyscy to wszystko wiemy Pomimo to dalej w to bagno brniemy [Zwrotka 3: Sokół] Siedzę przy blacie, co oddziela mi pokój od kuchni Lubię sushi, wciąż lubię chińskie zupki Jedna paruje obok kartki, którą zapisuję właśnie Noc, druga trzynaście Coś czuję, że jeszcze chwilę dziś się nie zaśnie Męczą mnie myśli jak wyszliśmy z tego bagna Liczni statyści i aktorów część padła Nie ma sensu już wspominać tu o gwiazdach Spaść z góry na dół rzecz naturalna Stara prawda, trudno spaść z dołu na górę Skręcam sobie tytoń, przedostatnią bibułkę Nie mam zapalniczki Poczekać muszę poczekać aż rozgrzeje się palnik Mam w głowie wszystkich, którzy odpadli Bo nie mieli już odwrotu Stres, śmiech, stres, śmiech i wkurwienie kłopotów Dziękuję Bogu i okolicznościom wyjątkowym Obrałem drogę nie przejmując się zazdrością Udowodniłem sobie, że wszystko mogę Co ludzkie, jedna miłość, jeden Bóg Jeden ja, a jeden dzień przebiega bardzo różnie To nie jest łatwy i przyjemny rap To nie rap w próżnię, odkręć to na pawilonie ziomuś Przygłośnij w domu, daj na full w szpitalu gdzie odchodzą ludzie Dla wszystkich na krawędzi dziś i później Ja już stoję w miarę pewnie na swym gruncie I mam nadzieję, że dziś domu nie buduję na ruchomych piaskach Ślepy zaułek znają wszystkie duże miasta Miej duszę i w lombardzie jej nie zastaw Olej pudli co się sami chcą zagłaskać Masz problem? też mam, receptami tu nie szastam Się nie targam, się nie chlastam Czas uczy mnie spokoju, gaszę światła I leżę tak w ciemnym pokoju
Rate this song
0/5.0 - 0 Ratings
Loading comments...
Credits
- Writers
- Sokół
- Suja
- Romek THS