900729 (2024 Remaster)

Lyrics
[Zwrotka 1] 900729 - tak zaczyna się mój PESEL Znowu wąsy mam jak PSL, skórę, kurtkę i sweter A w płucach hula mi przester, w ręku dzierżę neseser Z mikrofonem, będę pluł wersem, dajcie żyć jak laissez faire Myśli stukają o kości, jak stuka Rumak o werbel Wchodzę na wyżyny zuchwały, jak dwulatek na mebel A te hieny znów szczekały, zamiast wejść na mój szczebel Zamiast się jąkać, Joachim, lepiej wejdź na mój le-lewel Mnożę te pieśni, mejoza, mitoza i wrzeszczę, jak jakiś ogromny dinozaur A kiedy odejdę, to ma być żałoba, bo ja i mikrofon: tupolew i brzoza Żenię się z miastem i wnoszę swój posag, Dusza Biggiego i Cześka Miłosza Wszystko, co robić chcę w życiu, to wiеrsze, lecz poci się sercе, wylewa się proza Pluję pasją, Ty tej pasji nie czujesz I zachowujesz się jak nie Ty i ta maska Cię psuje Me płuca lassem są skute, znowu ta astma mnie kłuje Ja i me płuca Cię kochamy, a Ty nas zaniedbujesz [Refren] No, a pamiętasz... Jak mówiłaś, że mnie kochasz? Jak mówiłaś, że mnie kochasz? Jak mówiłaś, że mnie... Ten sen porasta płuca jak mech Id, ego, superego - 0,7 na trzech No, a pamiętasz... Jak mówiłaś, że mnie kochasz? Jak mówiłaś, że mnie kochasz? Jak mówiłaś, że mnie... Lawina myśli leci na brew Id, ego, superego - 0,7 na trzech No co za pech [Zwrotka 2] Dzwonię do Ciebie tak o czwartej nad ranem Na dworze zimowe deszcze, więc jestem raczej zalany Chce Cię całować i wybadać twoją czaszkę i gały I nie przestawać tak do wiosny, wybacz, takie mam plany Siedem miliardów ludzi w świecie, chyba same barany I ja, Baranek Boży, może możesz gładzić me rany? Musisz mnie sklejać wciąż na nowo, jestem stale porwany Ty jesteś snem, wokół koszmary, jestem stale zaspany Odpisz, bo będę tu płakał do rana, pojawiam się znikąd jak fatamorgana Kontrola nad światem jest gwarantowana, więc Ty będziesz Michelle, ja Barack Obama (Barack Obama!) Byłaś mi taka kochana, dramat, teraz się urwał nam kontakt Więc chodzę pijany po mieście i ledwo się mieszczę w nim, ciągle się krzątam Ciągle się plączę, kiedyś trafię na spowiedź Ciągle wypluwam gardłem lawę, Twoje serce lodowiec Chyba podniosłaś słuchawkę, słyszę Twój wdech! Weź coś powiedz Mówisz: "spierdalaj" Idę dalej z ciężkim łbem jak ZOMOwiec [Refren] No, a pamiętasz... Jak mówiłaś, że mnie kochasz? Jak mówiłaś, że mnie kochasz? Jak mówiłaś, że mnie... Ten sen porasta płuca jak mech Id, ego, superego - 0,7 na trzech No, a pamiętasz... Jak mówiłaś, że mnie kochasz? Jak mówiłaś, że mnie kochasz? Jak mówiłaś, że mnie... Lawina myśli leci na brew Id, ego, superego - 0,7 na trzech [Zwrotka 3] Moi znajomi robią biznes, a ja wciąż jestem nikim Cywilizują się nagminnie, a ja wciąż jestem dziki Do szafy schowali Vansy, powoli noszą trzewiki I poważnieją, nazywają nagle "moczem" swe siki Biegam po mieście i Cię ścigam bez przerwy Biegam jak kurczak bez głowy albo jak piłkarz z rezerwy Boję się, że Cię zobaczę, więc topię w drinkach te nerwy Nerwy ze stali mam! Choć chyba nie tej nierdzewnej Szedłem za Tobą i widziałem mnóstwo Na przykład jak znikasz z nim tanią taksówką Na przykład jak idziesz jak prawdziwe bóstwo, a krok Twój wyraźnie huśtany jest wódką Widziałem też jego, kroczył po mieście, wyglądał obleśnie polując na niebo Leżał na glebie i śpiewał o PZPNie i miejscach połkniętych przez przeszłość Widziałem złamane serce, widziałem biegnące nogi Ja Ty i Piotr... Ten warszawski tercet, ja i mój Weltschmerz, nie wiem, co robić Ta Twoja czarna sukienka, twarz zakopana w Twych rękach Na twarzy make-up i męka, piszę te słowa i serce mi pęka Twarz taka piękna, że klękam A w mojej głowie piosenka, idę do studia, pieśni mnie wabią Opiszę trójkąt warszawski, ja i Ty, Ty i ja i ten zakapior Opiszę brud i luksus, pieniądz wydany na wódę i kawior Wchodzę do studia... Ostatni wdech To miasto wciąż pachnie jak szlug i kalafior
Rate this song
0/5.0 - 0 Ratings
Loading comments...
Credits
- Writers
- Taco Hemingway