Max Kolonko

Lyrics
[Zwrotka 1] Potrzebujesz mnie do życia tak jak wody słonko Bo mówię jak jest, Mariusz Max Kolonko Jestem jak twój tlen i wiem, że najbliżsi ranią Kocham tą sukę, ale nazwie mnie idiotą Prawdziwych ludzi kurwa jak ze świecą szukać Za głupie złotówki każdy może cię oszukać I wie o tym frajer, który mi odchudził konto Który walił w gumie no bo to jest zwykły kondon Najbardziej boli kiedy tracisz najwięcej Najbardziej boli gdy oddajesz swoje serce Nie jestem simpem teraz nie gadam o dziwce Please don't ever take my kindness for weakness Nie jeden śmieć chce mi wjechać na ambicje Zazdrość na ich ryjach zawsze wygląda ślicznie Zachowują się jak szmaty, zapomnieli, mają chuja, a nie piczkę Jestem trochę inny nie obchodzi mnie show-biznes Jeśli chcesz być znana, dziwko, no to pokaż pizdę Wącham jej dupę jak pies i uprawiamy seks Te szmaty słyszą to, one chcą dostać kęs Ja cały czas się bawię, tańczę sobie money dance Ona się pyta czym jesteśmy a ja jej mówię jak jest (Ej) Mariusz Max Kolonko Kiedy ona pije drina patrzę jak posługuję się słomką Jej oczy proszą bym nagrywał dla niej love song Ale wyjebane jest tyle spraw, które nie są rozwiązane Jest tyle szmat, które nie są rozwiązłe Jest tyle szmat, które kręcą swój kontent Jest tyle szmat, które mają jakiś kompleks Jest tyle szmat i jest tyle kobiet Kładę to gówno jak Thugger, kładę to jak Baby "Freestyle" Ale jestem Polakiem, w moim kubeczku jest czysta Kiedyś dwójka solo teraz nie chcę mi się spizgać Chociaż jointów trochę, to jarane są po trzysta Muszę jutro ogarniać, bo to pierdolona misja Bo chcę więcej sosu więcej sera tak jak pizza Pieniądze nie kłamią, no a ludzie to kurwiska Jeśli w coś wchodzę, to nigdy na pół gwizdka To co we mnie najfajniejsze, to jest ta muzyczka I wolę robić pod siebie bo pierdoli mnie publiczka Jestem najlepszy w byciu mną i w tym nie konkuruj ze mną Jest jeden nowy swag, chociaż raperów jest pełno [Refren] Tańczyć chcę do bladego świtu I śpiewać nie wyłączaj mi tego bitu Mam to we krwi jak cząsteczki mikro-plastiku To z miłości, ale nie z miłości do tego kwitu Tańczyć chcę do bladego świtu I śpiewać nie wyłączaj mi tego bitu Jestem wysoko chociaż nie mam we krwi narkotyków To z miłości, ale nie z miłości do tego kwitu [Zwrotka 2] Daj to głośniej bez litości dla jebanych głośników Pierdolę się z tym bitem ciągle ruszam się do rytmu Robię swoje gówno już od szkolnego zeszytu Pierdolę pseudo gangsterów no i pierdolę tych krytyków Mogą possać nie zmieniasz się to obciach Moi ludzie chcą zmian nie jeden w tyle został A kiedyś siał postrach Musisz wyjść z cienia, to nie jest jedyna opcja Wszystko się zmienia nie licz, że znowu coś los da Czasem jest taki vibe, że mógłbym nawijać bez przerwy Nie potrzebny mi temat ślina przyniesie na język To co życie w głowie samo pisze mi codziennie Ja wyrzucam to z siebie, by nie wrosło się jak korzenie Nienawidzę siebie jeśli znowu jestem leniem Kiedy siada psycha, bo znowu grząski jest teren Nie odbiera ziomal i nie wiem co się z nim dzieję Ale jeśli potrzebuję to podzielę się z nim chlebem Opiekuję się baby, opiekuję się dzieckiem Jeśli noszą designa, to jest tylko manifestem To nie przedłużenie ego, tylko hierarchia wartości To nie było flexem, to kurwa pokaz miłości Nie potrafię oszczędzać, nie potrafię nic odłożyć Codziennie przed lustrem mówię sobie weź dorośnij A część tego tracka nawijałem nawalony Muzyka i alkohol działa na mnie jak narkotyk [Outro] Tańczyć chcę do bladego świtu I śpiewać nie wyłączaj mi tego bitu Mam to we krwi jak cząsteczki mikro-plastiku To z miłości, ale nie z miłości do tego kwitu GRAA
Rate this song
0/5.0 - 0 Ratings
Loading comments...
Credits
- Writers
- Szamz