Tadek Paliwoda

Album cover art for "Tadek Paliwoda" by Pięć Dwa

Pięć Dwa - Rap, Polska

Tadek Paliwoda

0 Plays

Duration: 3:45

View ArtistView Album

Lyrics

Language:

[Zwrotka 1] Rodaków w gardłach codziennie tu mocna pali wóda Poranki i noce, w kółko ta sama amplituda Kłócą ze sobą się, tak że dostają prawie udar Za przekonania kiedy jest bania, jeden drugiemu w ryj tu da Po zakrapianej bibie u Ani wsiadają w auto Chociaż na trzeźwo opowiadają, że to nie warto Widzi to teść, widzi wuj, ale diabli pal to Nie był napity bo jak wychodził z sali jak głupek robił salto Nie ma co przesadzać bo dobry stan, bo jechał blisko Nie ma co oceniać, przecież to tylko jeden wyskok Piwko do piwka to małe piwko, przechodzi w błysk Bez przesadyzmu, nie dramatyzuj, polej w pysk Chluśniem, bo uśniem, to debil, w sumie nie lubię chuja My tu mulimy, a z kieliszków nam paruje wóda Ho Ho Ho, na Gwiazdkę, na Wielkanoc, alleluja Jak święto to święto, do dna! A on to niech się buja [Zwrotka 2] Tadek Paliwoda znał sie na samochodach Kupić nowe to nie robota, więc rozmysłem wciąż kupował Takie co można złomować, główka pracuje, co nie? Tak je zawzięcie pucował, wyklepywał, remontował I po kilku takich sprzedawał je jako jak nowa I w ogłoszeniu pisał, że Niemiec pod kocem trzymał I płakał jak sprzedawał, szlochał i za lawetą machał gdzieś No proszę Cię, główka pracuje, co nie? To też w końcu sam jechał takim trupem przez ten las Strach mu w oczy patrzy, ale ma podwójny gaz Wiedzieć, że sam siedzi na tykającej bombie To nie to samo, co sprzedawać innym auto po remoncie Nagle silnik zgasł, akumulator padł Trumna na kółkach stanęła, nie ma nawet świateł lamp Ani żywego ducha, złowrogo pulsuje zieleń Nagle światłość błysła i ukazał mu się jeleń [Zwrotka 3] Jeleń jeleniowi wilkiem Tylko zombie zombie zombie Paliwoda sprzedał kombi jeleniowi Teraz łypie okiem czy to ten sam gość Chyba mu to wyszło bokiem Ford Focus miał być git Szrot to był teraz wstyd Po twarzy jakby miała mu zaraz wybuchnąć żyłka Spokojnie patrzy i z papierosa wypuścił dymka No jaki to pech, żeby w lesie kurwa spotkać typka Łypał i łypał, spode łba patrzy i kurwa przypał Dobra, dobra, spokojnie jak na wojnie Nie pierdolnę mu w ryja, póki on mi nie pierdolnie Nagle bum, but na drzwi, but na klatę, but na pysk Paliwoda za te wały dostał, aż zawiesił mu się dysk (Arghhh) Zimny asfalt cerę mieli Ciągnie go typek za nogi prosto w las bez ceregieli Na nowiutkie auto przecież ustaloną cenę mieli Tylko siadł akumulator, a on ciągnie mnie do kniei [Zwrotka 4] Wlecze w ciemność kniei, no a robi się jaśniej Szarpie mnie i szczeka, albo jakoś dziwnie kaszle Nos ma zimny i wilgotny, zbliża się, trąca w policzek Mgła zasnuwa oczy, mózg i jego okolice Zrozumiałem całkowicie, gdy polizał mnie po uchu Tunia chce na spacer, moja psinka, mój cycusiu Gdzie masz rogi? gdzie kopytka? Piesek nie ma, wiem, chodź tutaj Pancio Cię nakarmi, wyprowadzi i wytula Co za numer, jeleń we śnie może wróżba to jest jakaś To przestroga, przystopować, nie pić tyle, nie wariować Może też handelek nieco bardziej naprostować Nie za dużo, chociaż trochę, żonę kochać i szanować A ona śpi spokojnie, cała ciepła i pachnąca Przez sen mruczy "Rysiek" piękna i obiecująca Ale chwila, chwila, co to za dziwny przypadek Czemu żona jęczy "Rysiek" gdy ja mam na imię Tadek?

Rate this song

Rate this song

0/5.0 - 0 Ratings

5
0.0% (0)
4
0.0% (0)
3
0.0% (0)
2
0.0% (0)
1
0.0% (0)

Loading comments...

Credits

Writers
  • Pięć Dwa