Peja vs “HIP HOP”

Album cover art for "Peja vs “HIP HOP”" by Peja

Peja - Rap, Polska

Peja vs “HIP HOP”

10.3K Plays

View ArtistView Album

Lyrics

Language:

[Zwrotka 1] To pewne, ziomeczku, stronię od fałszywych dziwek Na ścianach złote płyty, ty nie pytaj, czy prawdziwe Statystycznie, rok po roku; Rychu Peja, jest premiera Rap dla brata, nie frajera; dzisiaj hip-hop versus Peja Chcesz, to życie swoje zmieniaj; wal do przodu, nie na oślep A kłamcy i ćpunowi tylko rzucisz: "Nara, ośle" A ty były pośle możesz sobie protestować Możesz pikietować i donosić panie Nowak Jeśli z oczu zdejmiesz klapki, patrzenie swe ułatwisz Wnet dojrzysz, że nie w Matni, tylko całkiem na powierzchni Ten bit, dobre wersy zamiatają twe protesty To nazwę prawem zemsty, to odpowiedź jest powiedzmy Życie w trudnych czasach nauczyło mnie, jak przetrwać Bo najgorszy wiek dwudziesty wydał syna rodem z piekła RPS – reprezentant z SLU Gangu; klęka W konfrontacji ze mną niejeden taki tępak I czasem dumny z tego, że ma ksywa jest przeklęta Bo stanowię zagrożenie dla waszego społeczeństwa Występując z tego ścierwa, nie przestrzegam waszych reguł Nie ja je ustalałem, więc działam w drugim obiegu Posiadam własny kodeks postępowania, czujesz? Wystraszone społeczniaki na forum nazwą mnie chujem Nie poskutkuje, jeśli żaden w cztery oczy Nie powie tego w twarz; masz ikrę? Spróbuj psioczyć [Refren] Usiądź, weź krzesło, kim jest kurwa Pelson Chuj mnie obchodzi, co powiedział Eldo Chuj mnie obchodzi hipokrytów społeczeństwo Które nigdy w życiu ze mną w jednym szeregu nie szło Pokój dla mych ludzi, dobrych ekip i słuchaczy Nie starczyłoby kawałka, by wymienić ich w temacie Oto ja – wróg publiczny; na pohybel tym, co sapią Na deszcz się nie zanosi, przejdzie bokiem, rzuć parasol [Zwrotka 2] Koniec złudzeń, bo z łobuzem i patusem nie ma żartów Słabym MC's kradnę fanów, zyskam kilka nowych fantów Jak zwykle bez kantów; skoro nie jestem artystą To dlaczego mam poparcie tylu ludzi? (To nie wszystko) To przezwisko, które noszę, znane z większości z dobrego Doszukują się złego – ci, co gówno znaczą z tego Wynika tylko ziomuś – trzeba cisnąć farmazonów Którzy w 2010 pozują na mentorów Przerażeni hardcorowym stylem życia (Moim rapem) Kiedyś oni to ulica, dziś ode mnie kij im w jape Żaden z nich się nie wychyli, boi sie zaprotestować Pierdolę ten ich rap, chcesz, to bierz ten tani towar Wiem, jest moda na powroty ekip, co zdychają z głodu By muzyka dla pieniędzy miała pomóc wyjść z kłopotów Wielcy obrońcy hip-hopu, wielcy kurwa hip-hopowcy Brak pomysłów na muzykę i na siebie (To żałosne!) Chcesz żyć, jak kłapiesz dziobem? Po mojemu już umarłeś Dla mnie starczy diss twej ex – pojechała ci najbardziej Więc uważaj na astmę, przestań sapać się nazwiesz Bo to nie Zielona Góra potraktuje cię poważniej [Refren] Usiądź, weź krzesło, kim jest kurwa Pelson Chuj mnie obchodzi, co powiedział Eldo Chuj mnie obchodzi hipokrytów społeczeństwo Które nigdy w życiu ze mną w jednym szeregu nie szło Pokój dla mych ludzi, dobrych ekip i słuchaczy Nie starczyłoby kawałka, by wymienić ich w temacie Oto ja – wróg publiczny; na pohybel tym, co sapią Na deszcz się nie zanosi, przejdzie bokiem, rzuć parasol [Zwrotka 3] Fejkerzy, hejterzy, słabiaki, społeczniaki Wszyscy ci, co cieńko piszczą, no ilu takich? Powiem wprost – nasza większość, te cipy piszczą cienko Bo żałoba ich zbliża, tworzą przeciw mnie jedność Spokojnie, po kolei, jestem sam, się nie rozdwoję Za racjami swymi stoję, a ten numer już przebojem Cisnąć wam gnoje czystą przyjemnością dla mnie Dziś zyska na tym hip-hop, a ty tego nie ogarniesz Kondomom wygarne, niech wiedzą – na tym nie skończę Dopóki nie usłyszę "Kończ waść, wstydu oszczędź" Może to do kogoś dotrze, że pajaców tych wykończę I przybędę na ich pogrzeb naszczać na mogile zbiorczej Potem odpocznę, jeśli w ogóle jest po czym Zwykły rękoczyn, dla niektórych sen proroczy Rzuciłeś kamień, lecz ja ciebie kamieniuję Hipokrytów skrytykuję tak, jak oni mnie – kapujesz? [Refren] Usiądź, weź krzesło, kim jest kurwa Pelson Chuj mnie obchodzi, co powiedział Eldo Chuj mnie obchodzi hipokrytów społeczeństwo Które nigdy w życiu ze mną w jednym szeregu nie szło Pokój dla mych ludzi, dobrych ekip i słuchaczy Nie starczyłoby kawałka, by wymienić ich w temacie Oto ja – wróg publiczny; na pohybel tym, co sapią Na deszcz się nie zanosi, przejdzie bokiem, rzuć parasol

Rate this song

Rate this song

0/5.0 - 0 Ratings

5
0.0% (0)
4
0.0% (0)
3
0.0% (0)
2
0.0% (0)
1
0.0% (0)

Loading comments...

Credits

Writers
  • Peja