Bipolar

Lyrics
[Zwrotka 1] Nie wiem sam czy jestem skurwielem czy świętym Mam w sobie trochę tego i tego i to mnie dręczy Miewam piękne momenty z pogranicza poezji Prawię komplementy by rzucić chodźmy się pieprzyć To nią działa jakbym doprawił jej drink Mieszanka zła i dobra jakbym pieścił ją i bił Jestem jej pierwszym chociaż wielu było u jej drzwi Nigdy nie pukam zawsze biorę wszystko albo nic Nie wiesz czy się mnie boisz czy mnie może kochasz Gdy duszę cię by potem pocałować cię gdy szlochasz Nie wiem kim jest twój chłopak, może ma sześciopak A ciebie fascynuje diabeł w moich oczach Chodź za mną w ogień chcę zobaczyć jak tańczysz Bo wijesz się jak płomień gdy chwytam cię za kark Rzuca to na twoje wymarzone życie cień Ale powracasz co nocy bym cię przypalił jak ćmę [Refren] Dwa bieguny w moim świecie co dzień Oscyluję między nimi między dobrem a złem Od miłości do nienawiści od euforii Do myśli czarnych jak sen terrorysty Dwa bieguny w moim świecie co dzień Oscyluję między nimi między dobrem a złem Od miłości do nienawiści od euforii Do myśli czarnych jak sen terrorysty [Zwrotka 2] Nie wiesz sam czy jestem ci bratem czy wrogiem Przekonasz się gdy postanowisz by mi przeciąć drogę Pójdę za tobą w ogień jeśli ci mogę ufać Gdy naruszysz zaufanie spłoniesz jak Falludża Nie biorę nic za pewnik bliscy jak krewni Odcięci gorącym nożem bo niegdyś zawiedli Byliśmy braćmi nie dam ci drugiej szansy Nie widzę sensu unormowania relacji Czarne czy białe do ciebie należy wybór Dam ci serce na dłoni lub ją połamię na ryju Oddałbym ci ostatnią parę butów skurwysynu Ale podjąłeś decyzję i obrałeś azymut Nie boję się być sam, noszę od dawna Ten bagaż którego nikt nie odważy się sprawdzać Czasami chcę go nadać pod adresem wroga By tę puszkę pandory osuszył do dna jak browar [Refren] Dwa bieguny w moim świecie co dzień Oscyluję między nimi między dobrem a złem Od miłości do nienawiści od euforii Do myśli czarnych jak sen terrorysty Dwa bieguny w moim świecie co dzień Oscyluję między nimi między dobrem a złem Od miłości do nienawiści od euforii Do myśli czarnych jak sen terrorysty [Zwrotka 3] Nie wiem sam czy jestem geniuszem czy durniem Robiłem wielkie rzeczy stojąc po pachy w gównie Potrafiłem pracować tygodniami bez snu By pół roku nie móc się podnieść z łóżka jak trup To nie twoja wina, tłumaczył konował Aplikując mieszankę która ścięłaby konia Jak pierdolone zombie zero emocji Wzrok wlepiony w chodnik przez kolorowe groszki Kiedyś byłem artystą mamionym misją Szczyptą koloru w tym mieście smutnym jak pizda Teraz się snuję ulicami bez zmysłów Marząc że kiedyś znowu będę mężczyzną Chcę znowu tworzyć więc uchyl nieco okna Wpuść trochę słońca bo chcę się ogrzać Chcę widzieć w twoich oczach odrobinę wiary I się łudzić że kiedy pójdę w dół mnie nie zostawisz [Refren] Dwa bieguny w moim świecie co dzień Oscyluję między nimi między dobrem a złem Od miłości do nienawiści od euforii Do myśli czarnych jak sen terrorysty Dwa bieguny w moim świecie co dzień Oscyluję między nimi między dobrem a złem Od miłości do nienawiści od euforii Do myśli czarnych jak sen terrorysty
Rate this song
0/5.0 - 0 Ratings
Loading comments...
Credits
- Writers
- Wyga