Unoszę głowę

Lyrics
[Intro] Wirusz (Wirusz) Wirusz (Wirusz) Wirusz [Zwrotka 1: Łyskacz] Unoszę głowę, i tak na co dzień znowu jestem na chodzie Nie myślę o pogodzie, bo wiem, że jest upalnie Wtedy zachowuję się nieobliczalnie Mogę wszystko, działam na zmianę – legalnie i nielegalnie Tak jest najwygodniej, tak jest idealnie W porządku dnia egzystuję indywidualnie Wtedy odwiedzam moich ludzi Do nich zawsze wprost proporcjonalnie Najnormalniej w świecie Teraz wszyscy już w komplecie No przecież, że ja ufam tej strukturze Dzień w dzień odczuwam to na własnej skórze Unoszę głowę ku górze i to mnie nie opuszcza Znowu trzeba się nastukać – decyzja słuszna! Dobra, gdzie się wbijamy? Na schody pod meblami na brązowe kafelki, obok browar z butelki Sztuka wielka, w moich rękach już skręcony To czyja jest kolejka? (Moja – podaj ognia!) Dobra, mam go w spodniach Nieważne czy to weekend, czy to środek tygodnia W lecie każdy dzień tak samo wygląda (Od wczesnych godzin!) Już podkręcony Reszta floty na później, także będę spragniony [Refren] Dzień jak co dzień Działam na kwadracie i na jego obwodzie Wirusz, dzień jak co dzień Działam na kwadracie i na jego obwodzie Wirusz, dzień jak co dzień Działam na kwadracie i na jego obwodzie Wirusz, dzień jak co dzień Działam na kwadracie i na jego obwodzie [Zwrotka 2: Peper] Unoszę głowę i widzę słońce pomarańczowe Czekam na chłopaków – coś doczekać się nie mogę Zakładam nogę na nogę i na trawie się wyciągam Kolejnym buchem się zaciągam, a Wareczki cały czas ubywa W bloku obok awantura się rozgrywa Mnie to nie obchodzi, patrzę – jakaś blaza z metra wychodzi W moją stronę się kieruje Ta sztuka swoje wdzięki dumnie prezentuje Dokładnie jej ruchy obserwuję Nagle czuję – ktoś mnie poszturchuje Ja nadal w nią wpatrzony jak w boginię (Miłości!) Ocknąłem się, wróciłem do rzeczywistości, do znajomych mi gości Wstałem, każdemu rękę podałem Z nimi już do końca dnia plan ustalony miałem Wtedy do Dareksa, razem z nimi drogę pokonałem Na miejscu zakupu dokonałem odpowiedniego To nic złego, to tylko dla sportu Potem na chwilę boisko, koło kortów Niejeden chłopaczyna od nas w kosza tam pogina (Za nim!) [Zwrotka 3: Wigor] Coś się zaczyna, wcześniej każdy coś spożywa Jeden gra, a inny odpoczywa Delektuję się letnim klimatem – to inny świata wymiar Trzymaj, bo dopóki mam, to się dzielę (Dzielę!) To nie ściema w stylu audiotele To wszystko od serca, dobry towar nas nakręca Do tego, żeby ten dzień dalej kontynuować Nie ma konkretów, trzeba coś wykombinować Oszacować całość funduszy Jestem na siedzibie i nic mnie stąd nie ruszy, wirusz! [Refren] Dzień jak co dzień Działam na kwadracie i na jego obwodzie Wirusz, dzień jak co dzień Działam na kwadracie i na jego obwodzie Wirusz, dzień jak co dzień Działam na kwadracie i na jego obwodzie Wirusz, dzień jak co dzień Działam na kwadracie i na jego obwodzie [Zwrotka 4: Wigor] Unoszę głowę i widzę niebo ciemne Miasto powoli zasypia... beze mnie! Do późnego wieczora, tak codziennie Kumpel czuje to wzajemnie Świat wydaje się prosty, dopóki mam kielnię W kieszeni jeszcze tylko parę blach brzęczy Wiem, na co je przeznaczyć – ten problem mnie nie dręczy (Dręczy!) To te wakacje, wciąż kursy na benzynowe stacje W drodze mijamy już tylko nocną komunikację Z reszty za siuwaks wiem, co tu dostanę Poproszę funkle i poproszę pianę Tereny obcykane, skróty – znam je na pamięć I wciąż przesiaduję na wolnej przestrzeni Pokładam się w zieleni albo na ławce siedzę I tak sobie pomyślałem, że piekarza odwiedzę (Siema!) Przysmaki tutejsze – gorąca buła, pieczywo jutrzejsze To wszystko to rozwiązanie najmądrzejsze Rymuję o tym, że do późna przesiaduję I tak z każdą nocą, do domu nie mam wracać po co Tu mam wszystko, czego mi potrzeba Alkomat się przelewa, kilku znajomych zawsze się przewija Tak właśnie zabijam czas – minuty i godziny Dni, miesiące, lata całe Tutaj pierwszy raz blanta posmakowałem I jego moc w pełni wykorzystałem Wszystko ma swoje uroki, nawet betonowe bloki Masz pytania – przyjedź, zobacz – jest ich tu od zajebania Nic do ujęcia, nic do dodania W tym miejscu kończę treść opowiadania [Refren] Dzień jak co dzień Działam na kwadracie i na jego obwodzie Wirusz, dzień jak co dzień Działam na kwadracie i na jego obwodzie Wirusz, dzień jak co dzień Działam na kwadracie i na jego obwodzie Wirusz, dzień jak co dzień Działam na kwadracie i na jego obwodzie
Rate this song
0/5.0 - 0 Ratings
Loading comments...
Credits
- Writers
- Peper Mor W.A.
- Wigor
- Łyskacz