Wena

Lyrics
[Zwrotka: Abradab] Zdradliwa wena – raz jest, raz jej nie ma Choć pot zstępuje na czoło jak morena Zżera mnie trema, myślę o tym, o czym nie powinienem W tym momencie chyba się przekręcę Coraz goręcej i pióro drży w ręce Rozpoczęte dzieło i coś się zacięło A ile to już lat minęło, od kiedy wszystko się zaczęło Rewolucja jak z mono do stereo Inne pomysły bombardują wyobraźnie Jak meteorytów deszcze chłopcze, chcesz jeszcze? Cóż, proszę bardzo, jedni łakną, inni wzgardzą Od lat iluś popularny jak Smok Miluś Hip-hop ma wyróść jak dąb przed domem wielki Ciągle kręcić i nęcić jak cukierki Poprawiam usterki, zmieniam jak fale radia Nutki stoją w rządku jak honorowa gwardia Spróbuj się wychylić, a utrę ci nosa Figa z makiem, trafiłeś jak na kamień kosa Masz złe intencje – poniesiesz konsekwencje Słuchaj głosu serca, tym lepiej im prędzej Bo to jest ważne, co jest w każdym, lecz głęboko Nie potrzebne tutaj jest szkiełko i oko Kształtowanie siebie i rozwijanie Zdążanie do doskonałości w granicach możliwości Posiadanie moralności i techniki Bo życie to nie tylko atak ale i uniki [Refren: Abradab] Zdradliwa wena – raz jest, raz jej nie ma Ja ją prowokuję, bo to moja domena Dla mnie jest hip-hop i dla mnie jest scena A co dla Ciebie? Zapytaj siebie Zdradliwa wena – raz jest, raz jej nie ma Ja ją prowokuję, bo to moja domena Dla mnie mikrofon i dla mnie jest scena A co dla Ciebie? Zapytaj siebie, siebie, siebie
Rate this song
0/5.0 - 0 Ratings
Loading comments...
Credits
- Writers
- Abradab