Jesienny liść

Lyrics
[Intro] Nie mów o życiu, co zrobisz to będzie Wilki i hieny podrzynają gardła Jebać organy ścigania Polski rap mordo wychował dzieciaka Popalone styki armia [Zwrotka] Ziom psychiatria rejonowa, trzeba zacząć tu od nowa Smaży się głowa, mentosy rozpuszcza cola W krwiobiegu krąży koka, a na płucach sztanga leży Mama nie wierzy, wpadł w cug i się do niej cieszy O tym samym, o tym samym, o tym samym wciąż jaramy Chlamy się zbroją, jebać ścigania organy Zawsze, cwela tu trzasnę no bo kartę pstryk pstryk Tnę ulicę, ziomuś znowu w kapturze nie idzie mnich, siemano Od jutra nie smarze, idę biegać zacznę ćwiczyć Wszyscy mamy tą chorobę, siema ziom w miejskiej dziczy Sporty, siłownia, agresja, depresja Sok z witaminy, połóweczke teścia Na pamięć poproszę włoskiego orzeszka Rocznica nadchodzi, malutka kreseczka Pływanie i chemie, owoce i szamka Urywa Ci chemia, tutaj noc polarna Wolałbyś kurwa chyba żeby Bagdad Był twoim domem, życiowa porażka Od nowa zaczniemy, mordeczko to przemyśl znów Podmoknięte te tereny, elo loco nie mażemy Życie od nowa zaczynasz, zapraszają Cię na wiraż Koledzy chętnie pomogą, upadniesz użenią kosą Uważaj ruszyła maszyna, nie jeden zagląda pod tira Co trzeci uklęknie z odebraną mową A gdy spadną liście chcesz latać wysoko Styki się palą jak na łyżce crack Miałem nie palić tylko jeden mach Budzę spocony, ziom karwafa Życie wkurzone niczym złoty strzał Dziękuje wszystkim mordom, że to dziś ostatni raz jest Chemia lubi czytać horror, leci liść, upadnie (?) Nowe życie jutro zacznę, bo przecież sportowcem jestem Na mieście pewnie cię trzasnę jak bez chemii w żyłach w stresie Popalone styki wjeżdża, co we wierszu to pod bramą Co pod bramą to jest nasze, nowe życie Guantanamo Szacunek kochana mamo, long nimfomanka taty Ostatni raz na regatach, przywita kolegów braci Życie szmaci to nie życie, suka nie da pies nie weźmie Po betonie jadą sanki, chemia znowu żyły trzęsę Jak masz problem to weź się na krzesło i jebnij w czaszkę Możesz jeszcze iść na odwyk, zapraszam chętnie zatańczę Pośród ściany pomarańcze, dotyk bólu i cierpienia Wypisane na tych twarzach, już za późno, weź się nie maż O to do zobaczenia, pozdrowienia do więzienia Liście spadają jesienią a wiosną po głowach strzela Detoks, Ci co nie wierzą, echo rucha telefon Znowu, pewnie tu będą, liście spadają jesienią Wszystko ułożę od nowa, daj maszka Terapia, psychotropowa kolacja Konieczna w przypadku tym izolacja Jebać proroka i policjanta Liście spadają i kończy się czas, pow Brzegi wylewają a w koło zaćmienie, uciekają bracie w las Zegar słoneczny, na wózku nerwy, wybite zęby i rzeżuchy mach Strzykawki i erki, nie pracują nerki Kranówy dolewki, zapalił się gaz Kończy się życie woda wylewa Pod nogami szczury a za winklem cham Apokalipsa, czas odrodzenia Pomóż ziomkowi, póki szanse masz
Rate this song
0/5.0 - 0 Ratings
Loading comments...
Credits
- Writers
- Kaczor BRS