Liryczny Zapierdol 2

Album cover art for "Liryczny Zapierdol 2" by Intruz

Intruz - Rap, Polski Rap

Liryczny Zapierdol 2

0 Plays

Duration: 4:57

View ArtistView Album

Lyrics

[Zwrotka] Śródmieście Centrum, patrol na skwerku Bobek szeleści w sreberku, ja wygodnie na siodełku Bronię lokalnego herbu, głos lirycznego zapędu Wszędzie zakaz lewoskrętu, czemu targasz ledwo bagaż? Liryczny zapierdol, pierdolony ulic lektor Patrzę: coś szuka Tadeusz, koszula, kapelusz Obcas stuka pani z dzieckiem, żabka, kawka z mleczkiem Tu menago drepta z pieskiem, inny pogryzł mu pupilka Tu beka ze straży miejskiej, w domu też sracie do siatki? Jebany kundel sąsiadki, jak go spotkam to podeptam Kiedy skóra mi przesiąka, przеkimam się u ziomka Nucę sobie "Jolka, Jolka", nie nauczę Cię paciorka Wiszą klucze, na szczęściе od środka nie ma klucza Już dobijać się nie muszę, spanie na schodach wykluczam Pierwszy był lepszy liryczny? Jestem za mało uliczny? W moich żyłach krew szlachecka i koncern farmaceutyczny Chuj z kosztem weź mnie gdzieś daleko wycieczkowcem Chuj w pomstę przez nią to zderzymy się z lodowcem Chuj w gang twój Olsen, ty nie tańcz jak Kevin Costner Bo w chuj rozniosę was, dissem nadawanym morsem Ulica jest matką, to ciekawe kto jest ojcem Nie zakładam kominiarki na swe sumienie jak Boxdel Piszą "szef jest tylko jeden", potem musi oddać sikor W dupie z jego chujem lepiej byłoby owsikom Szeregowy "Szczypior" to sto cięć, rany szczypią Mój rap żywioł, niech nie żywią, urazy ze chrztu nie przyjął Bo nim żyją, to fakt, start od jednego do stu Trochę więcej niż czternaście, na bank za stare dla Stuu Tyle kart do rozdania, że za mały stół Tyle mantr do spania, że mamy za mało snu Tyle prawd, z których dialog zamienia się w spór Nawet jak kupię hybrydę, wiem, że i tak będę truł Winny czy współ, niewinny czy w pół Tu tłum ludzi Bogu ducha winnych spłaca dług To nie Media Markt, to nie seria, to grad Multimedia bez rat, ty kurwo, gdzie ty jesteś? Tylko Ty i stary grat i na torach Teleexpress Pośród gór rozkopanych hałd gdzie mój kochany bezkres Wasza cisza to mój gust, nienawiść to guz Za szybko się nie wystrzelam, chociaż miewam czuły spust To nieodpowiedni moment, w nieodpowiednim momencie To nie odpowiednik monet, to liryczne pierdolnięcie To nie odpowiedni moment, chyba kurwa na poezję No dobra, niech będzie Piękna ona, wejdzie przy akompaniamencie liry Prowadzi mnie przez doliny, chroni od zarazy, kiły Jest jak królewska kareta, czasem jak Toyota Prius Z tyłu tyci piesio, jęzor wisi, ślini wóz Jest jak poprawna polszczyzna, jest jak ręka prawa bóstw Czasem niepoprawna gapa, gafa jak rozlany tusz Dusza towarzystwa, ciągle kłapie dziobem jak Donald Kiedyś prawie przez dni trzysta nie wyszła ze swoich komnat Od tak przeszła, a wyglądała jak przyszła Czasem nas rozpieszcza, czasem z nas wyciska Czasem od tak się wścieka docieka i niesie grom Czasem musi mieć kurwa po prostu wulgarny ton Dalszy ciąg, ziąb na twarzy, każdy wsiąkł Dalszy hołd, dla mord, liryczny mord Pod port, napij się, ale nie siorb Pod prąd i czy wystarczy do świąt? To nie Du-Du-Du-Dubiel, robi tup tup i tupie Robi dup dup i dubel, oj ty mój, mój YouTubie Tak wchodził do dupy, że już zawsze będzie w dupie Tyle dup, że ten YouTube ma trud, by walczyć z trudem Jeden pieszo pod górę, jeden meble kangurem Jeden z pięter parkourem i ze sprzętem za murem Piekłem ten numer, to moja czerwona linia Piekłem ten numer na drewnie z waszych trumien Piekłem ten numer, między niebem trampolina Piekłem ten numer na drewnie z niedomówień Chcesz zakochać się w kinie? To jedź sobie do Lublina Jeszcze jeżdżą nocne linie, opcje: sok, rum lub lina To liryczne Gran Turismo, gram o nic albo o wszystko Jak nie wyszło to poćwicz, idąc trzeba się napocić Tyle kurwa łez wylałem, że powinno się powodzić O, pole, pole też mógłbym nawodnić Napierdalaj przeciwności, walcz o ości, jak Santiago Jeden lubi turlać dynie, drugi ruchać gospodynie Odpalam blanta, gram w Cyberpunka i Diablo Jeden lubi zrzucać winę, drugi pouczać o winie Tego jak to napierdala, żaden skaner nie wykryje Kiedy piszę, to się skradam i przed sumieniem nie kryję Wersy swatam, lubię sobie grubo posmarować Abyś ty załapał jak zapierdol kontrolować Numer gryzie, będzie drapał, jak pościel ze szklanej wełny A ten co zęby zagryzie, oby nie miał szklanej gęby Liryczny zapierdol, z wami w szeregu nie idzie Zawsze pierdolił peleton raperków, co im nie idzie Chuj znaczycie, nie ulicę, ale siebie opisz Tylko numer na policję znasz a ją pierdolisz? Może ciebie porzuciła bo nie byłeś wierny? Może nie chciała się wiązać z pustym bankiem spermy? Zdążyłem się rozgrzać, w sercu otworzyłem termy Nie wierzyłem w siebie, byłem bliski hipotermii Raz nie dowierzali, gdzie stary człowiek i morze A potem nie dowierzali, że stary człowiek i może [Outro] (I co kurwa?) Lepiej obniż podwozie, jak się wozisz Liryczny Zapierdol 2, dalej mogą się pierdolić Tu razem z panem Grzegorzem, jedziemy następny numer robić Ta, raz, raz, liryczny Pozdrawiam, Intruzik, jak zawsze autentyczny

Rate this song

Rate this song

0/5.0 - 0 Ratings

5
0.0% (0)
4
0.0% (0)
3
0.0% (0)
2
0.0% (0)
1
0.0% (0)

Loading comments...

Credits

Writers
  • Intruz