Przewiew

Lyrics
[Zwrotka 1] Idę z kumplem na basket, żegna tylko głośne, wróć szybko I nie myślę o tym nim zasnę, myślę coraz częściej jak wyjść stąd Tamten kumpel wręczył mi kastet, minie parę lat i go przymkną Ja zostanę sam na tej tratwie, z moją małą pustą walizką Przyjdzie czas, by z gniazda wyfrunąć, licząc, że w końcu poznam wolność Gdy padało, stałem pod chmurą, później przyszła smutna dorosłość Nie liczyłem gwiazd, już nad łąką, wyrabiałem normę by przetrwać I tak żyłem i to był błąd ziom, w końcu należy mi się przerwa [Refren: Gruby Mielzky, Marcel Pers] Teraz spadam do siebie, tam i nazad Błądziłem przez lata w potrzebie Więc wracam posiedzieć na drzewie Czeka mama i strawa, czas biegnie nim krawat odetnie Jak zawał na glebie myślę znowu o sprawach i trudno udawać już dłużej, potrzebny mi przewiew, potrzebny mi przewiew Teraz spadam do siebie, tam i nazad Błądziłem przez lata w potrzebie, więc wracam posiedzieć na drzewie Czeka mama i strawa, czas biegnie, nim krawat odetnie, jak zawał na glebie Myślę znowu o sprawach i trudno udawać już dłużej, potrzebny mi przewiew, potrzebny mi przewiew [Zwrotka 2] Idę z kumplem, na flaszkę, żegna tylko głośne, wróć szybko I nieważne gdzie dzisiaj zasnę, pragnę tylko oknem się wymknąć Tamten kumpel, ma dzisiaj dziecko, stawia dom i tuli kobietę Ja na tratwie, wciąż jest mi ciężko, niechaj lekką ziemia mi będzie Potem nagram swoje cierpienie, zagram 200 razy po Polsce Pijąc wódkę, skacząc po scenie, kłamiąc wszystkim, że jest mi dobrze Mamo wrócę szybko jak gepard, wszystko inne jest nieistotne Nadal stoisz w furtce i czekasz, obiecałem wrócić przed zmrokiem [Refren: Gruby Mielzky, Marcel Pers] Teraz spadam do siebie, tam i nazad Błądziłem przez lata w potrzebie, więc wracam posiedzieć na drzewie Czeka mama i strawa, czas biegnie, nim krawat odetnie, jak zawał na glebie Myślę znowu o sprawach i trudno udawać już dłużej, potrzebny mi przewiew, potrzebny mi przewiew Teraz spadam do siebie, tam i nazad Błądziłem przez lata w potrzebie, więc wracam posiedzieć na drzewie Czeka mama i strawa, czas biegnie, nim krawat odetnie, jak zawał na glebie Myślę znowu o sprawach i trudno udawać już dłużej, potrzebny mi przewiew, potrzebny mi przewiew
Rate this song
0/5.0 - 0 Ratings
Loading comments...
Credits
- Writers
- Gruby Mielzky