INTRO (ONE FOOT OUT)

Lyrics
[Tekst piosenki "INTRO (ONE FOOT OUT)"] [Część 1] Siema elo, trochę mnie nie było — sorry Ale wolę nie ruchać, niż ruchać byle szony To WWA — byłeś po mnie, pewnie byłem po nim Wszystko to koledzy i sobie bijemy piony Jeden z nielicznych co bez rapu by ruchali Chcą Kubusia nie Frostiego, a ty pomyśl jak jest z tobą To są fanki mnie i moich tatuaży Wasze to waszych sold out'ów i statystyk, sorry mordo Ja zawsze bezczelny jestem jak Don Kasjo Król jest nagi za długo płyniesz to wprost na dno W kuchni gotujemy nowy sos z bandą Ja ze sceny dam ulicy styl tak jak Marlon Bando Dzieci z dobrych domów wpierdolone w mefe są Nie mają na kokę prędzej downy nawet fеtę żrą Tato, tato, ratuj, tato tato prześle sos Tato, tato, jeździ Mеrcem synek jedzie czwartą noc Nie rozumie jak mówię, że nic z tego nie będzie A po niej było sto, a drugie sto w kolejce Jestem szlaufem, puszczam się i jestem szlaufem Odwiedzałem przypadkowe chaty jak ksiądz na kolędzie Nie mam najdłuższego fiuta ale rucham ją jak Roko Sąsiedzi mnie mają potąd, młody Midas — niebo, złoto Charakteryzuje się fartem oraz głupotą To, co, marzyło mi się, poryło łeb Chciałem dla Warszawy być jak Jay, Ty moja Beyoncé Koty o dumę stolicy dalej kurwa biją się Ty nawet jak będziesz płacił to tu będziesz pizdą he (he, he) Chuj na drogę i na łeb wczoraj kot był dzisiaj zgred Rezerwowi wchodzą w grę he-he-he Z jednej ziarno, z drugiej plew oddzielam to mamy kod A ty nie przepalisz tego szpontoranto szmato Młody Patorenaton jest w gierce Rzucam kość, moja tura to jest drill bo ją wiercę Ty wpierdalaj więcej benzo, przeproś matkę Czasem trafi się przybłęda pijąc za najlepsze akcje To jest pierwszoosobowa narracja Ty nie żyłeś naszym życiem, więc chuj obchodzi gadka twoja Skojarz, rap dla klatki, rap dla boja, leci rap za kratki teraz dla mojego zioma Free my boys, free'em all, fuck the police, fuck the government Pięć numerów to nie EP'ka tylko życie jest Robię ją o piątej — Frosti Flow — Winter Fresh Kiedy kończę palę szluga i podliczam kwit bez spięć Parę osób już tu na mnie zarobiło grosik Parę osób zasłużyło i dostało pocisk Dupka mnie obcina, się zaczyna cipą pocić Jestem Kubuś — czasem obrzydliwy, czasem słodki Kubuś Pułapek — nikt nie zna się na trapie Wasz rapik pod cykacze, ale w nocy się cykacie Leżało tu kiedyś jakieś pół melona na blacie Nie ma wężów w kręgu, ja już nie dam nabrać się Suka lubi kokę i nie kryje się z tym wcale Mówi do mnie kotek i zaczyna robić pałę Wie że jestem kotem i że zabiorę ją w taniec Wracamy na hotel to jest sportowy poranek Najpierw pół, potem pół potem cała i jazda Cztery butelki na stół nauczymy ich kasłać Wierci mi się na kolanach i podkręca wpierdolkę Mówi że chce już w spokoju ściągnąć mi spodnie Ale leje jeszcze bombę, jeszcze śnieg na telefonie został Wie że jak płynąć to ze mną, bo płynę jak bossman W najpiękniejszy sen zamienię każdy jej koszmar U mnie nie ma nic po kosztach.. [Część 2] Misiu witamy w stolicy, tu zakręcisz się jak gówno w kiblu A za parę kółek, głowę urwą w kilku Bo jak kręci się interes, wokół stado wilków Patrzących z nadzieją jak bezdomny na pustostan Młody Frościak, cham i prostak, a chcą panny poznać Masz syf w jointach, a my od lat Haze i California Nie spalisz jointa, wystarczy lopka w oparach postać Nie ma co się zesłaniać, chyba że ma cię ofiara poznać Od mojej rodziny wara, bo dotknie cię kara boska Spraw się nie załatwia w postach, ale przyjdziesz possać Teraz zrobię kurwa biznes, I'm the realest honda Z tych co nie leżeli i nie leżą na Powązkach Porozkminiałem przyszłość Pakuję walizę, jadę gdzieindziej zarobić pitos Dałem ulicy trap, dałem jej styl, a nie ma nic za friko Od teraz będę brał co chcę, a ty sobie je bierz na litość Jestem Kubuś, glow-up ciała to najmniejsze wyzwanie Toczę bój z szatanem, na który skurwysyn wyzwał mnie Żeby być na szczycie ponoć najpierw trzeba być na dnie Czekałem na swoją kolej, ale pojebałem przystanek Luz znalazłem Zatrzęsie się góra, bo to buja handel Moim wrogom staje kula w gardle, kutas także Rucham rapgrę i powtórzę to, że rucham rapgrę Prawie wszyscy to są pizdy, nie ma chuja na mnie Albert Trapstein, pracuję w labotraporium Ty i skill nie idziecie w parzę, jak woda na ogniu Nigdy się nie ścigałem, ale dziś wyruszam z bloków Robiłem za trzech, dlatego zajmuję całe podium Pandemonium, przejmujemy ten interes Jestem rap, jestem trap, nie nazywaj mnie raperem Kubuś ZOO z WWA, choć swoje przespałem — lecę Scenę zjem jak M&M's z karmelem (yo) McFlurry flow, kręcę lody i zamieszam w końcu Wy robicie lody, co sezon zmieniacie ziomków Lojalność nad korzyści, wiem kto tu był od początku Daj pożyć pajacom, w oczy skłamią jak Pinokio Rośnie ego a nie nos im Rzucają się na blask jak szmaty na groszki Ale powiedz im coś en fance to w dół polecą oczy Trzęsie ci się łapa i się kurewko pocisz Leci pocisk, nie zrobimy foci Nie wypijemy wódki i nie zajebiemy mączki Nie polecimy psocić, bo my to nie idioci jak wy Byłbyś pierwszy, który zadzwoni na psy A my to koty i kochamy kłopoty Jak chcesz odpocząć zapraszam do kryształowej groty Twoja ma chujowe stopy, nie zapraszamy na after jej U ciebie warcaby i ręka kurwo ale jazz
Rate this song
0/5.0 - 0 Ratings
Loading comments...
Credits
- Writers
- Frosti