Codzienność 2

Album cover art for "Codzienność 2" by Dudek P56 & TPS & Kafar Dix37

Dudek P56 & TPS & Kafar Dix37 - Rap

Codzienność 2

0 Plays

View Album

Lyrics

[Zwrotka 1: Dudek P56] Ile lat już zleciało, co tu wyszło na plus Niektórym serca stał się skałą, niektórym w serca ktoś wjebał mózg Głos mówi idź, szczęście jest tuż, ja idę za nim, za głosem serca Mą codziennością jest muzyka, co dzień głowę ci przewierca Ja się utwierdzam w przekonaniu, a ty jak to dziś widzisz? Ja widzę bunt, twardy grunt i pieprzone grube nici Liczę na trud dobrych ludzi, których nikt dziś nie widzi Pęka jebana mordęga, człowiek człowieka się wstydzi Pewnie codziennie to puszczasz, ten rap codzienność na zawsze Bo to te polskie podwórka, realia na jednej klatce Problemy, łzy i na ławkę ty z ziomeczkami i relaks A jeszczе wczoraj się czułeś tak jak przybity materac Codzienność nas tu pożеra jak Dudek babkę haszował Jak to powiedział raz talon odlecisz wszystko za tobą Odlecisz wszystko za tobą Codzienność, już wiesz, że żyjesz, czy jesteś sobą [Refren: Dudek P56] Codzienność, przebijam szare tło Pójdźmy razem przez to życie, chyba jakoś tak to szło Gdzie na co dzień leży złoto, na ulicach obok syf Tu gdzie mogą cię pomówić, anonima dać na psy [Zwrotka 2: TPS] Codzienność, zerkam zza rolety Czy nie stoją, nie czekają z wolnością problemy Leczę monotonie jointem często dosłownie Coś mi mówi, że wygramy, lecz wciąż toczę wojnę Zdrowie nie to samo, bez światła przeminęło Pieniądz wyczuję, da się zabrać, już nie jego Nakarmić i ubrać, zapewnić dobrą przyszłość Zapity coś napisać, w studiu nagrań dobrze wyszło Dwa i pół na wolności, w półtora uzbierałem Rok przetańczony po wyjściu aż kabaret Spięte już w całość, tylko działać i ulepszać Albo w domu z dzieciakiem, albo w studiu, lub nie ma Tuszę, że w bębnach autentycznie z podziemia Jak bierzesz coś do serca to odwrotu nie ma Wizerunek przestępczy okazany przez ofiary W chuju mam skruchę, przebijamy skały [Refren: Dudek P56] Codzienność, przebijam szare tło Pójdźmy razem przez to życie, chyba jakoś tak to szło Gdzie na co dzień leży złoto, na ulicach obok syf Tu gdzie mogą cię pomówić, anonima dać na psy [Zwrotka 3: Kafar Dix37] Ja to wciąż osiedli głos, nie jestem produktem W chuju mam wasz sos i przerysowany sukces Przysięgi przy wódcę, słowo po koce Przepite dni, tygodnie i noce Ustawki, wystawki, rozkminki, zawijki Czy luz na bani, czy ciągle ty tkwisz w tym Dzieciaki rosną jak nasze potrzeby I zrobisz tu wszystko, by nie znały biedy Kraj jak smutny jak pizda i piękny jak ona W obdrapanych salach, pięknych salonach Jest popyt, jest podaż, jest syn i jest ona To skąd znowu zamieć jest w naszych głowach Nowy rok, nowy ja i tak lecą, lecą lata Jedyne, co się zmienia, to chyba tylko data Jest mama, jest tata i wsparcie ziomali Co od zawsze są ze mną, czy w dół, czy na fali

Rate this song

Rate this song

0/5.0 - 0 Ratings

5
0.0% (0)
4
0.0% (0)
3
0.0% (0)
2
0.0% (0)
1
0.0% (0)

Loading comments...

Credits

Writers
  • Dudek P56
  • TPS
  • Kafar Dix37