Zdrówko pozwól żyć

Lyrics
[Refren] Nie szedłbym w zaparte, że szpetny charakter Szepta najpierw potraktuj te szelmy napalmem Kaj nerwy nadarte, tam większy masz bajzel Sekcja co najmniej dzielna, współczesny skamander Sam jedni noszą czapkę, agenci maskę z daszkiem Sekta, co Ci zapewnia izolatkę z mantem Ty zdrówko pozwól żyć nie trudno zostać bardem Płótno można kryć, obyś słuszną dobrał farbę [Zwrotka 1] Stale szłapą wstaje lewą, jednak to wcale nie to Powoduje, że w epitetach dorównuję szewcom Złość czuje najgorzej, demotywuje moment Kiedy nie pojmujesz, na czym polega pecha fenomen Mi suka życiem zwana baniok sto razy truła Nic tutaj nie zdziałała najmocniejsza piguła Gdy dupa świeża, zbyt czuła, gelttag wyczuwa Szłoby wyniuchać rogi, a Yy flaki se brat wypruwasz Ufałeś, opiekowałeś się, byłeś jej taki pewny Migiem porzuć tą ździrę i nie bądź wylewny Znów lepiej wyszedłeś na fotografii z krewnym Sąd apelacyjny i tak wydał krzywdzący werdykt Po antidotum sięgnij, żeby z leksza odpłynąć Bo szarzeje błękit, równowaga jest jak domino Choć szybciej się męczy ku przerwaniu złej passy śmigo Z synapsy siłą rap gry, kibol nie jakiś idol [Refren] Nie szedłbym w zaparte, że szpetny charakter Szepta najpierw potraktuj te szelmy napalmem Kaj nerwy nadarte, tam większy masz bajzel Sekcja co najmniej dzielna, współczesny skamander Sam jedni noszą czapkę, agenci maskę z daszkiem Sekta, co Ci zapewnia izolatkę z mantem Ty zdrówko pozwól żyć nie trudno zostać bardem Płótno można kryć, obyś słuszną dobrał farbę [Zwrotka 2] Kojarz z walcem mam też skillsy, o kierych Mac Giver Śniłby, będąc potencjalnie wielkim jak kartel Z Medellin, gdy Riccobono grzeszył aż handlem Więc przemilcz hit, kto kogo rzeźbił na trawce Blizny winny pomóc, stać się jak nigdy silnym Lecz winny przykrych diagnoz, używki wyszły Wszywki innym darowały uliczny wir krzywd Zamilkły pyski, bo upolowały grizlee wilki Oczyścić myśli się staram odkąd jestem ojcem Wpajam dobro, choć nie zawsze są pozytywne emocje Nie zwątpię w szczęście, jaki ziombel taki koncek Przez dekret cymbała z rapem i z sobą nie skończę Wciepnę bombę do tego gówna w kadzi z ponczem Ty nie pozwól, by mnie wykończył jakikolwiek koncern Chcę powiększać rodzinę, umacniać wciąż dom Z tym że bym nie musiał przekształcać go w fort [Refren] Nie szedłbym w zaparte, że szpetny charakter Szepta najpierw potraktuj te szelmy napalmem Kaj nerwy nadarte, tam większy masz bajzel Sekcja co najmniej dzielna, współczesny skamander Sam jedni noszą czapkę, agenci maskę z daszkiem Sekta, co Ci zapewnia izolatkę z mantem Ty zdrówko pozwól żyć nie trudno zostać bardem Płótno można kryć, obyś słuszną dobrał farbę [Tekst i adnotacje na Rap Genius Polska]
Rate this song
0/5.0 - 0 Ratings
Loading comments...
Credits
- Writers
- Bu (POL)