Helikopter w ogniu

Lyrics
[Intro: Bedoes 2115, Eripe] Witam, moi mili, w krainie wędlin Powrót chuja był rozczarowaniem, teraz plan ucieczki Schodzę level down, bez dwóch zdań, gdy Ci odpowiadam Mogłeś być na podium, możesz wypierdalać I nie będziemy kolegami — życie to nie film To jazda bez trzymanki, został Ci tylko krzyk Kim jesteś, żeby nas uciszać? Nie ma takiej siły Zamknij mordę jak rap gra i zacznij być miły Jestem chujem, jestem hardcorem i jestem graczem Ty, rozrzutniku gnoju, chuja wiesz o rapie Wiem, kto Ci daje punche, co je w ośmiu rozkminiacie Zastanów się lepiej, kto Twój wróg, a kto przyjaciel Ja nie gram nieczysto, więc, braciе, dam Ci radę "HIT ME BEDI ONE MORE TIME"? Oszalałeś? Jak tam bycie tyranem? Jakiе wnioski? (Będę ssał kutasa na oczach całej Polski) [Część I] [Zwrotka 1: Bedoes 2115] To 2-1-1-5, suko Jesteś znany z przyczepnych punchy i picia browca Ale jak chcesz jechać ze mną, to, dziwko, piwko_nie_można EriPet — Quebo Cię stworzył, a ja Cię kończę Zapraszam wszystkich na Twój pożegnalny koncert I Quebo dał Ci zagrać na stadionie, niczym Probierz Ty odjebałeś lewą akcję — chciałeś być jak Robert Miał być strzelec wyborowy — jest na strzał po Wyborowej Młody Borek komentuje: "Nie no, pan to chyba z okręgowej" W Kanale Zero chcą mnie na kanapie, na rozmowie Ty w kanale śpisz po 0,7 Gorzkiej Żołądkowej Idź na wywiad i opowiedz tę swoją wersję wydarzeń Jedna lufa i pytanie — po co, kurwa, zaczynałeś? Zobaczył Żubra i się turla, jebany Harnaś Piszą mu punche, bo on leży obsikany w Tatrach Flow jak Warka, mordo, przejdźmy na "Ty" Jak na Ciebie patrzę, odechciewa mi się Ż Młody B, zaszedłem ci za skórę jak Esperal Od dzisiaj wymiotujesz jak ja po Twoich numerach Jak terroryzujesz dzieciaków, co spełniają marzenia To zapierdolę Cię, kurwo, jak Osamę Bin Ladena Ty pierdolony brudzie, ty chorobo polskiej sceny Ja pomagam małolatom, ty chcesz niszczyć im kariery To nie jest oki, kurwa, że chodzisz po tej ziemi Nadeszły nowe czasy — gnębimy gnębicieli Ja pół Tony Montana, ty półgłówek, pół-pała Twój diss to półprawda, półśrodek, półkłamstwa Pół tonu ciszej, jak ze mną rozmawiasz Bo to nie ta półka w wadze, w rapie i w punchline'ach Jak cosplay pedofila? Bo mam wąs? Kurwa, ziomal Ty odpowiadałeś tyle, że odrosła mi broda Ty cosplay rapera i cosplay patusa A potrafisz tylko, kurwa, coś tam, że grubas Nagle żartujesz na samplu, a wjechałeś jak zabójca Ale zobaczyłeś, że wygrywa ten, kto luz ma I kto tu jest populistą — ja, czy pan pół punch? Sześć dni i ty mówisz: "Rapuj", kurwa? Chciałeś mnie zjeść, ale Ci stanąłem w gardle I, kurwa, tak strasznie ssiesz, że aż Ci stanąłem w gardle Pieprzysz znów o wadze, ale mi to nie ujmuje Pokazałem Ci, gdzie pieprz rośnie, bo mam pieprzyk nad chujem I miałem nie podjadać, tej wagi chyba nie zrzucę Bo znów na beacie jem cipkę, pieprzy mnie gluten Ty hańbisz swoje miasto, ja kocham ludzi z Krakowa Od dzisiaj jesteś Pisuarek Głowacz z Urynowa [Refren: Bedoes 2115] Mam wyjebane w Twoje kłamstwa, wyjebane, w co tam nagrasz Choćbyś się przedstawił, to i tak nie będzie prawda Wyjebane w nagłówki, wyjebane w zasięgi Złe słowo o bliskich i masz wyjebane zęby Mam wyjebane w Twoje kłamstwa, wyjebane, w co tam nagrasz Choćbyś się przedstawił, to i tak nie będzie prawda Wyjebane w nagłówki, wyjebane w zasięgi Złe słowo o bliskich i masz wyjebane zęby [Zwrotka 2: Bedoes 2115] Śmiejesz się z chorób psychicznych, bo jesteś ludzkim odpadem Ja gram to dla tych z depresją oraz dla tych z bipolarem Za Borysa jesteśmy kwita, bo nie lubi obrażać Młody Borek będzie kopał Cię, aż wykrztusisz "Przepraszam" W chuju mam rapowe afery, befory i aftery Winiemu odpuszczam, bo jest śmieszny I nie interesuje, co mówią o mnie raperzy Mam szacunek dla legend i robię to, co mam robić Co Cię boli? Czy aż tak Cię to boli? Było mi przykro, jak Rychu wrzucił diss na mnie na story razem z Decksem Bo mam was za idoli i dziesięcioletniemu Borysowi pękłoby serce Ale nie zmienia się nic, dalej trzeba żyć Sobą pozostać, nie dać sobie pluć w pysk I zapamiętam tych, którzy byli ze mną na dnie Bo lojalności nie zdobędziesz śmiesznym punchem Nikt nie pisze mi, ty kurwo zazdrosna Będę miał Ghosta jak kupię Rolls Royce'a A to, że nie wierzą, że to nie tekst Borcia Schlebia mi jak, nie wiem, kurwa, kromka? W swoich numerach na siłę wciskasz dwójkę Zaraz żyłka Ci pęknie w kabinie jebiącej gównem Realizator prosi, żebyś nagrywał w pampersie Bo później na sesje przychodzą normalni ludzie Jak miarka się przebrała, to ubrałem kapelusz I zostałem królobójcą samozwańczych punchlinerów Padłeś w Kołobrzegu, a piszczałeś jak na Helu Miałeś być królem, a jesteś kasztanem z Wawelu Ja z królem Nowego Jorku na spółę kawałek tortu Dla uszu każdy Twój kawałek to kawałek tortur Mamy ważny dzień, a ty nam go chciałeś popsuć Ubrałeś kostium, bo w środku jesteś fanem, gościu Gloryfikujesz bycie złym, no i groźnym To tylko wizerunek — ty nie jesteś z patologii A ja jestem i już nieraz całowałem chodnik I w każde urodziny błagałem: "Niech to się skończy" Po sześciu dniach wrzucasz nutę Magika do postu Oddałbym wszystkie Twoje wersy po prostu I jak mam nie być gruby, skoro wpierdoliłem łaka? Wszystkie dokonania — pomnik budowany lata Przeciwko kurestwu i upadkowi zasad Bądź elegancki, najważniejsza nie jest kasa Serce, dedykacja i ciężka praca Mam firmę z braćmi, wiemy, co to klasa [Refren: Bedoes 2115] Mam wyjebane w Twoje kłamstwa, wyjebane, w co tam nagrasz Choćbyś się przedstawił, to i tak nie będzie prawda Wyjebane w nagłówki, wyjebane w zasięgi Złe słowo o bliskich i masz wyjebane zęby Mam wyjebane w Twoje kłamstwa, wyjebane, w co tam nagrasz Choćbyś się przedstawił, to i tak nie będzie prawda Wyjebane w nagłówki, wyjebane w zasięgi Złe słowo o bliskich i masz wyjebane zęby (Jezu Chryste, Kubi!) [Część II] [Zwrotka: Bedoes 2115] Od pierwszego dnia na scenie Borys jest ofiarnym kozłem Byłem treningowym workiem, ale trochę urosłem Mówią: "Chcesz pokoju, szykuj się na wojnę" Zostawicie mnie w spokoju, albo każdy z was z nim spocznie Osiemnaście sztuk broni w moim sejfie Zastanów się dwa razy, zanim wejdziesz na posesję Ksiądz będzie miał procesję, bliscy będą mieć pretensje Mój prawnik pełne ręce, a ty szczęście, jeśli jeszcze będziesz (Hu) Oddychaj (Hu, hu), oddychaj, za moją rodzinę jestem gotowy zdychać Żaden ze mnie bandyta, żadna mafia, żaden gangster, ale Za moich bliskich mogę mieć beef choćby z diabłem Mogę się bić, choćby z Mike'iem Ty, gdy wchodzisz w beat, to brzmisz, jakbyś miał bić się z tym mic'iem A jesteś pizdą na strzała I to ostatni raz, gdy mówię o tym strzale Bo mam większe ambicje, niż bycie czyimś koszmarem Wolę spełniać marzenia, na każdego kozaka jest większy kozak Pozwól, że wytłumaczę Ci teraz, jak się było trzeba zachować Jak dostaniesz w ryj i pogadasz, i potem jest graba i zgoda To jak wracasz, to nie kłamiesz i nie opowiadasz po ziomach Nie wspomniałem o Penxie, Delekcie i zostawiłem Zygsona W chuju mam posty Oxona, ja też bym tak zrobił za zioma Ty ich oszukałeś i dotykasz mój skład, odkąd byłem szczylem Jesteś pewny, że to nie ty jesteś pedofilem? Suko, jaki sextape? Co ty gadasz? Sextape to ten beef — menel łyka małego chuja słodkiego grubasa Nie będę kopał leżącego, bo mi nie przystoi I tak, chuj mi stoi, uwielbiam, gdy przegrywa gnębiący Stare chłopy siedzą i piszą o mnie love songi Jak chcesz buzi, to chodź, a nie się wstydzisz, kurwa (Hehe) Bo jest wielu w mainstreamie, którzy nie mają godności Ehe, ale to nie jestem ja — ja jestem prawdziwy do kości Dokończę ten beef, choć dla mnie to on już pod hotelem się skończył Bo podanie ręki jest dla mnie warte więcej niż posty I tak, powiedziałem "przepraszam", bo wycofałeś swoje słowa A teraz znów muszę przepraszać za to, że musiałem Cię pochować (Fakty) Jak możesz powiedzieć, że dotykam dzieci chujem? Nie rozumiem, jesteś paskudnym człowiekiem, szmato Co ty masz w głowie? Jak się znów spotkamy, znowu będziesz mówił, że tylko rapujesz? Co? Tylko rapujesz, że ktoś jest konfidentem, kurwa? Żyję blisko z Bogiem, mam czyste sumienie (Aha) Każdy, kto mnie zna, wie, że zawsze pomogę, jak mogę (Aha) Nie śmieję się z ludzi pracy, nigdy bym nie ważył Ty manipulujesz faktami i obracasz kota ogonem (Pff) Tylko to Ci zostało, mam szacunek do pieniądza Karierę traktuję jak dar, nie piję od lat A na koncertach zawsze klasa Ty swoją przepiłeś, bo nie masz szacunku do słuchacza A ten diss, który wypuściłeś, tylko to potwierdza I nie wiem, po co nagle wspominasz o psie i swojej żonie Robisz z siebie ofiarę, a przecież ty to zacząłeś Chciałeś skończyć mi karierę, a skoczyłeś na końcówę A jak sprawdzisz na kacuwie ten numer, to daj już spokój I nie czekam na odpowiedź, wracam do obowiązków Dbania o rodzinę, przyjaciół i moich ziomków Było fajnie na początku, ale teraz to już średnie Eripe zostanie na nagrobku, bo tam jest jego miejsce [Outro: Bedoes 2115] Gram jutro na Narodowym i mimo tego, że Twoja odpowiedź jest słaba Nie powinienem na nią reagować, to i tak Ci odpowiadam, bo jestem raperem (Yeah, yeah) A beefy wygrywa z reguły albo lepszy raper, albo lepszy człowiek (Mhm) Ty jesteś średnim raperem i paskudnym człowiekiem (Paskudnym) Żywiłeś się nienawiścią całą swoją karierę Obrażałeś nas latami — nawet zarzuciłeś nam donosicielstwo (Co?) A potem na żywo powiedziałeś, że to tylko rap? (Co?) (Ja pierdolę, serio?) I tak, uderzyłem Cię — dostałeś ojcowskiego tak, że przytuliła Cię Matka Ziemia I przeprosiłem za to, bo wycofałeś się ze swoich słów Podaliśmy sobie ręce, kurwa, stary, już mówiłem to sto razy (Sto razy, kurwa, na serio, ile razy można to powtarzać?) To jest niehonorowe, bo podałeś rękę człowiekowi A potem jedziesz do domu i go obrażasz I to nawet ja wiem, kurwa (Kurwa, ręce opadają już) To jest brzydkie po prostu Ten beef nie ma sensu, bo ty będziesz cisnąć mnie od grubasa Ja nie chcę pisać piosenek o alkoholizmie Bo to jest, kurwa, smutne stary, naprawdę I życzę Ci naprawdę, żebyś z tego wyszedł, naprawdę Nie będę się szczycił ani tym, co się stało pod hotelem, ani tym beefem Bo nie jesteś dla mnie żadnym zawodnikiem 2-1-1-5! (Haha)
Rate this song
0/5.0 - 0 Ratings
Loading comments...
Credits
- Writers
- Bedoes 2115